Wyroby komputeropodobneJeszcze sześć, siedem lat temu sprawa była jasna: komputer to takie dużo pudełko stojące pod biurkiem, a także dołączony do niego (niezbyt wtedy duży) monitor oraz klawiatura i myszka. Laptopy wciąż nie były specjalnie powszechne (a przynajmniej nie w Polsce), telefony komórkowe nadal służyły głównie do dzwonienia i SMS-owania, a słowo ‘tablet’ kojarzyło się niemal wyłącznie ze specjalistycznym sprzętem dla grafików.
Od tamtych czasów (wcale nie takich “starych i dobrych”, swoją drogą) zmieniło się jednak bardzo wiele, jeśli chodzi o bogactwo form i rodzajów zaawansowanych urządzeń elektronicznych zbliżonych do komputerów. Okazało się też, że tradycyjne komputery biurkowe to tylko jedna opcji do wyboru i to nawet niekoniecznie główna i preferowana. Krótko mówiąc poczciwe blaszaki przestały być niezastąpione.
Od tego momentu rozpoczął się proces różnicowania urządzeń wciąż nazywanych mniej lub bardziej potocznie komputerami, jak również pojawiania się takich, które dopiero na drugi rzut oka zdają się zasługiwać na to miano. Oprócz aż nazbyt już oczywistych laptopów czy netbooków, a także coraz bardziej popularnych, ale wciąż wątpliwie użytecznych tabletów mamy też nieco bardziej egzotyczne i wyspecjalizowane wynalazki. Interesującą opcją są chociażby e-czytniki, powoli acz nieprzerwanie zmieniające sposób czytania książek, bez wątpienia przyczyniając się zresztą do wzrostu czytelnictwa.
Częstym zarzutem wobec tego rodzaju komputeropodobnych wyrobów jest to, że służą one jedynie do “konsumpcji contentu” (czyli głównie mediów), natomiast domena twórcza zarezerwowana jest wciąż dla pecetów. Wydaje się to przynajmniej częściowo trafioną tezą, jednak powoli i to zaczyna się zmieniać. Powstają nawet takie urządzenia, których twórcze możliwości bardzo ciężko byłoby imitować zwykłym komputerom – jak chociażby swego rodzaju elektroniczna wersja kartki papieru.
Prawdopodobnie najciekawszym aspektem tych przemian form komputerowej elektroniki jest fakt, iż – o ile tylko długoterminowa pamięć nie zawodzi mnie zupełnie – były one w całkiem znaczącym stopniu przewidziane. Szczegóły naturalnie się nie zgadzają, gdyż na początku stulecia modne były raczej prognozy, że urządzenia elektroniczne staną się chociaż w pewnym wymiarze częścią garderoby. Świetnym przykładem są różne “magiczne” funkcje okularów w wielu filmach akcji – jak choćby w początkowej sekwencji Mission Impossible II (rok 2000).
To się oczywiście nie sprawdziło… w powszechnym użyciu (bo prototypy naturalnie są). Myślę jednak, że przy obecnym kierunku ewolucji sprzętu możemy spodziewać się przynajmniej równie efektownych gadżetów w niezbyt odległej przyszłości. Jak zwykle okaże się, iż nie mieliśmy bladego pojęcia, do czego coś może się przydać, dopóki ktoś tego czegoś nie stworzy :)
Dwa podejścia do technologiiTematy związane z technologiami komputerowymi są zaskakująco często motywem wielu zażartych sporów między ich użytkownikami. Nie jest to w sumie nowość, bo tak zwane święte wojny są niemal tak stare, jak szeroko pojęta kultura hakerska – a więc liczą sobie dziesiątki lat. Teraz jednak wspomniane technologie są wszędzie i w związku tym dyskusje między zwolennikami poszczególnych rozwiązań zataczają o wiele szersze kręgi. Wydaje mi się też, że w przeważającej części inny jest też ich charakter. Zaryzykuję też twierdzenie, że wiele z nich – w tym te najbardziej prominentne – maja u swych podstaw jedną przyczynę, której uczestnicy sporów nie są najczęściej świadomi.
Uważam mianowicie, że istnieją dwa wyraźnie różne podejścia do rozwiązań technologicznych dowolnego rodzaju. Z braku lepszych terminów określę je mianem geeka i laika. To właśnie zasadnicze różnice w postrzeganiu nowoczesnych technologii między tymi dwoma podejściami są, według mnie, główną przyczyną zażartych, często jałowych i zawsze niekonkluzywnych pojedynków na słowa.
Doprecyzowując, chodzi o priorytety: skłonność do poświęcenia pewnego zbioru cech produktów, rozwiązań i technologii na rzecz innego zbioru właściwości. Nie muszą to być zresztą własności ze sobą sprzeczne, ale zwykle każdy ze zbiorów może być dość jednoznacznie przypisany do jednego konkretnego rozwiązania z danej kategorii.
W przypadku, gdy mówimy o laiku, pożądanymi własnościami będą przede wszystkim: atrakcyjne wykonanie, bezproblemowe działanie i prostota obsługi. To będą główne kryteria, jakimi kierować się będzie osoba reprezentująca to podejście i będą one wpływały na dokonywane przez nią wybory konkretnych opcji spośród wielu możliwości.
Przykłady oczywiście znaleźć nietrudno. Jeśli ktoś reprezentuje taką postawę, to będzie używał raczej systemu Windows (lub OS X-a) niż Linuksa; przeglądał sieć raczej za pomocą Chrome’a niż Firefoksa; posługiwał się raczej iPhonem niż innym rodzajem smartphone‘a; preferował raczej laptopy lub tablety niż komputery stacjonarne – i tak dalej, żeby wspomnieć tylko o tych najbardziej rozgrzewających Internet debatach.
Dla geeka cennymi wartościami będzie natomiast zupełnie inny zestaw: elastyczność, rozszerzalność i szerokie pole manewru w zakresie dostosowywania do specyficznych potrzeb. To zaś potencjalnie koreluje z opcjami, które w wymienionych wcześniej alternatywach były określone jako mniej prawdopodobne.
Te dwie postawy nie są w żadnym wypadku wykluczające się – zwłaszcza wtedy, gdy przejawiają się wyborami w osobnych, mało związanych ze sobą dziedzinach. Sądzę jednak, że przewaga częstości występowania jednej lub drugiej mogłaby sugerować związek z jakimiś bardziej fundamentalnymi cechami charakteru czy osobowości danej osoby. Przy okazji należałoby oczywiście oszacować wpływ takich czynników jak podatność na działania marketingowe czy łatwość zmiany przyzwyczajeń.
W sumie więc mógłby to być interesujący temat do badań porównawczych, potencjalnie skutkujący gazetowymi nagłówkami w stylu: Amerykańscy naukowcy odkryli, że użytkownicy Linuksa jedzą więcej fistaszków ;-)
Operacja reinstalacjaWczorajsza premiera Windows 7 to dobry pretekst, żeby nowy system w końcu przetestować – zwłaszcza, że większość opinii, których o nim słyszałem, była zdecydowanie przychylna. W połączeniu z faktem, iż system operacyjny na moim laptopie już od dobrych paru miesięcy domaga się skrócenia swoich cierpień, otrzymujemy tylko jeden logiczny wniosek: czas zakasać rękawy i zabrać się za reinstalację!
Ktokolwiek choć raz zajmował się ponownym stawianiem systemu od zera wie, że czynność ta nie należy do relaksujących. Chociaż drobne komplikacje są praktycznie gwarantowane: a to zapomnimy o jakimś sterowniku, a to zapodziejemy gdzieś numer seryjny systemu, i tak dalej. Posiadanie komputera “zapasowego” (w moim przypadku tradycyjnego – stacjonarnego) znacznie redukuje dolegliwość takich problemów, ale nawet i w tej sytuacji warto się do całej operacji dobrze przygotować.
I właśnie dlatego sporządziłem poniższą listę kontrolną czynności, które dobrze jest wykonać przed rozpoczęciem zabawy w reinstalację systemu. Nie gwarantuję oczywiście, że da się przy jej użyciu uniknąć wszelkich kłopotów. Powinna być ona jednak w dużym stopniu pomocna. A wygląda ona następująco:
Pamiętaj też o wszelkich kluczach produktów czy numerach seryjnych, jeśli któryś z systemów ich wymaga.
Uff, spora ta lista. Jej rygorystyczne przestrzeganie może nie zawsze jest konieczne, ale nie wydaje mi się, żeby mogło komukolwiek zaszkodzić :) Akurat w przypadku tej nieczęsto (i coraz rzadziej) wykonywanej czynności, jaką jest reinstalacja systemu, zbytnia przezorność na pewno nie zawadzi.
Coś się zepsułoNo to wykrakałem… Niecały rok temu pozwoliłem sobie ironizować na temat dziwnych przypadków dotykających komputery w Ministerstwie Sprawiedliwości, a teraz przytrafiło mi się coś w pewnym stopniu podobnego. No, może nie do końca – wprawdzie na pierwszy rzut oka mój przenośny komputer nadal wydaje się cały, ale trudno go nazwać działającym. Pewnego razu parę dni temu po prostu bardzo ładnie się zwiesił, zaś po sprzętowym restarcie nie okazuje żadnych znaków życia poza migającą kontrolką zasilania.
Na szczęście istnieją jeszcze serwisy gwarancyjne, które teoretycznie potrafią uporać się z każdą naprawą w średnio dwa tygodnie. Cokolwiek się więc zepsuło (strzelam w przegrzanie karty graficznej lub procesora), powinno zostać naprawione w jakimś rozsądnym czasie. A zanim tak się stanie, muszę przeprosić się z nieco zaniedbanym komputerem stacjonarnym :)
Troska o baterię laptopaChociaż współcześnie gadżety są coraz mniejsze i coraz zmyślniejsze, to jednym z ich słabszych punktów jest zawsze zasilanie. Jest tak zapewne dlatego, że baterie działają w oparciu przede wszystkim o reakcje chemiczne. A ponieważ jak dotąd nie zanosi się, aby w najbliższej przyszłości upowszechniło się zasilanie bezprzewodowe, warto wiedzieć, jak właściwie postępować z bateriami, by zapewnić ich maksymalną możliwą wydajność. Jest ona szczególnie ważna w przypadku laptopów i palmtopów, które zużywają największe ilości energii.
Obecnie najpopularniejsze są baterie litowo-jonowe (Li-Ion), głównie ze względu na stosunek ceny do jakości i wygody użytkowania. Przy korzystaniu z takich baterii warto pamiętać o takich oto prostych regułach:
W ten sposób możemy przedłużyć życie baterii Li-Ion, ale trzeba pamiętać, że i tak nie jest on zbyt duży i wynosi mniej więcej 3 lata. Co więcej, jest on zdeterminowany w chwili produkcji i właściwie tylko od szczęścia zależy, czy trafi się nam model krótko- czy (względnie) długożyjący.
Najwyraźniej więc – mimo coraz dalej postępującej bezprzewodowości – kable zasilające będą nam ciągle towarzyszyć jeszcze przez całkiem długi czas…
Wypadki chodzą po laptopachOglądając wczoraj jeden z programów informacyjnych, przeżyłem lekki szok. Oto w jednym z materiałów dziennikarze prezentowali dwa dość ponuro wyglądające laptopy. W jednym na przykład wierzchnia warstwa pokrywy częściowo nie trzymała się reszty obudowy; w drugim zaś przez ekran przebiegała urocza rysa (i to chyba nawet niejedna).
Nie był to bynajmniej reportaż pod tytułem “Dziwne przypadki utraty danych”, a rzeczone komputery nie zostały wcale zebrane z jezdni po bliskim spotkaniu z samochodem ani wyłowione z dna morza. Oba komputery pochodziły z Ministerstwa Sprawiedliwości, a więc miejsca dalekiego od takich ekstremalnych wypadków. A stąd już o krok od wniosku, że uszkodzenia te powstały od normalnego użytkowania komputerów.
I to jest straszne! Pomyślmy tylko, że wyciągamy laptop z torby i nagle zauważamy, że ni z tego, ni z owego, obudowa ekranu wygląda tak, jakby trzymała się tylko na słowo honoru. Albo budzimy się rano i widzimy, że matryca została nie wiadomo dlaczego podzielona na pół mało efektowną rysą. A wszystko to może zdarzyć się zupełnie spontanicznie i bez żadnych wyraźnych powodów! Bo skoro wydarzyło się w tak spokojnym i nudnym miejscu jak zwykłe ministerstwo, podczas całkowicie normalnego i zgodnego ze wszystkimi normami procesu użytkowania, to przecież może zdarzyć się każdemu z nas, prawda?…
Mam aczkolwiek wrażenie, że gdyby rzeczywiście coś takiego kiedyś przytrafiło się mnie albo dowolnemu innemu, przeciętnemu użytkownikowi, to nadal mógłby to być materiał do pokazania w TVN. Tyle że nie w Faktach, a raczej w Nie do wiary ;-)
Laptopy są sexyKomputery maleją. To pewnie nic odkrywczego, ale trudno by było temu zaprzeczyć. Już od dłuższego czasu poczciwe blaszaki z dużą prostokątna skrzynką są wręcz wypierane przez te mniejsze – o wiele szczuplejsze i, przede wszystkim, bardziej mobilne.
Właściwie to ostatnio laptop stał się prawie synonimem komputera. Wystarczy obejrzeć dowolny film, serial czy nawet reklamę, by stwierdzić, że zdecydowana większość PC-tów, jakie tam występują to właśnie komputery przenośne. I to nawet wówczas, gdy nigdy nie opuszczają one przytulnych czterech ścian.
Sam od kilku już miesięcy zastanawiałem się nad kupnem komputera przenośnego, a ostatnio rozważania te stały się nawet intensywniejsze :) Posiadanie laptopa ma sporo zalet, jak choćby to, że:
Mając na uwadze powyższe argumenty (i pewnie nie tylko te) ostatecznie zdecydowałem się wczoraj na ten jakże ‘niezbędny’ zakup. I chociaż wybrany przeze mnie model nie jest może najwyższej jakości cudem techniki, ale do codziennej pracy czy nawet grania w niezbyt wymagające tytuły powinien w zupełności wystarczyć. Zresztą najważniejsze jest głównie to, aby bez problemów uruchomiło się na nim Visual Studio – z czym nie ma akurat najmniejszych problemów :)