Co może udawać obiekt w C++Możliwości przeciążania operatorów w C++ dla własnych typów obiektów sprawiają, że mogą one (tj. te obiekty) zachowywać się w bardzo różny sposób. Mogą na przykład "udawać" pewne wbudowane konstrukcje językowe, nierzadko wykonując ich zadania lepiej i wygodniej. Przykładów na to można podać co najmniej kilka - oto one:
(). Jest on na tyle elastyczny, że może przyjmować dowolne parametry i zwracać dowolne rezultaty, co pozwala nawet na stworzenie więcej niż jednego sposobu "wywoływania" danego obiektu. Jednym z bardziej interesujących zastosowań dla tego operatora jest implementacja w C++ brakującego mechanizmu delegatów, czyli wskaźników na metody obiektów.vector. Wymagane jest tu przeciążenie operatora indeksowania []. Daje ono wtedy dostęp do elementów obiektu-pojemnika, który zresztą nie musi być wcale indeksowany liczbami, jak w przypadku tablic wbudowanych (dowodem jest choćby kontener map). Ograniczeniem jest jedynie to, że indeks może być (naraz) tylko jeden, bo chociaż konstrukcja typu:
jest składniowo najzupełniej poprawna, to działa zupełnie inaczej niż można by było się spodziewać :)
* (w wersji jednoargumentowej) i ->. Normalnie te operatory nie mają zastosowania wobec obiektów, ale można nadać im znaczenie. Wtedy też mamy obiekt, który zachowuje się jak wskaźnik, czego przykładem jest choćby auto_ptr z STL-a czy shared_ptr z Boosta.ifów i pętli. Sprytne wskaźniki zwykle to robią, a innymi wartymi wspomnienia obiektami, które też takie zachowanie wykazują, są strumienie z biblioteki standardowej. Jest to spowodowane przeciążeniem operatora logicznej negacji ! oraz konwersji na bool lub void*.Reasumując, w C++ dzięki przeciążaniu operatorów możemy nie tylko implementować takie "oczywiste" typy danych jak struktury matematyczne (wektory, macierze, itp.), ale też tworzyć własne, nowe (i lepsze) wersje konstrukcji obecnych w języku. Szkoda tylko, że często jest to wręcz niezbędne, by w sensowny sposób w nim programować ;)
Typ zwracany funkcji wirtualnejKiedy w klasie pochodnej piszemy nową wersję funkcji wirtualnej, to w C++ powinniśmy zawsze uważać na to, żeby jej nagłówek był identyczny z tym, który zdeklarowano w klasie bazowej. To dlatego, że składnia języka nie wymaga w tej sytuacji żadnego słowa kluczowego w rodzaju override. Jeśli więc coś nieopatrznie zmienimy, to nie uzyskamy nowej wersji funkcji, tylko zupełnie nową funkcję przeciążoną:
class Bar : public Foo
{
// to *nie* jest nowa wersja Foo::Do, tylko zupełnie inna funkcja
public: void Do(int x, int y, string z) { }
};
Taki efekt jest jest w gruncie rzeczy oczywisty i łatwy do zrozumienia. Pewnie więc będzie nieco zaskakujące dowiedzieć się, że tak naprawdę postać funkcji wirtualnej w klasie pochodnej może się trochę różnić, a mimo to wciąż będziemy mówili o tej samej funkcji.
Jak to jest możliwe?... Dopuszcza się mianowicie różnicę w typie zwracanym przez nową wersję funkcji wirtualnej. Może on być inny od typu zwracanego przez wersję z klasy bazowej - ale tylko pod warunkiem, że:
int)const/volatile co typ pierwotnyPrzykładowo więc, jeśli w klasie bazowej funkcja wirtualna zwraca const A*, to w klasie pochodnej może zwracać const B*, o ile klasa B dziedziczy publicznie po A. Nie może za to zwracać samego B* (niestałego) lub const X*, gdy klasa X jest niezwiązana z A.
Do czego taki "myk" może się przydać? Najczęściej chodzi tutaj o sytuacje, gdy mamy do czynienia z równoległym dziedziczeniem kilku klas, które na każdym poziomie są związane ze sobą. Mogę sobie na przykład wyobrazić ogólny menedżer zasobów w grze, którego metoda wirtualna Get zwraca wskaźnik na bazową klasę Resource, a następnie bardziej wyspecjalizowany TextureManager, który w tej sytuacji podaje nam wskaźnik na Texture. (Oczywiście klasa Texture w założeniu dziedziczy tu po Resource). Czasami coś takiego może być potrzebne, aczkolwiek takie równoległe hierarchie dziedziczenia nie są specjalnie eleganckie ani odporne na błędy.
Lepszym przykładem jest wirtualny konstruktor kopiujący: metoda, która pozwala na wykonanie kopii obiektu bez dokładnej znajomości jego typu. Zwyczajowo nazywa się ją Clone:
class Foo : public Object
{
public:
// nowa wersja metody Object::Clone
Foo* Clone() const { return new Foo; }
};
Dzięki temu że metoda jest wirtualna, można ją wywołać nie znając rzeczywistego typu obiektu (co nie jest możliwe w przypadku zwykłych konstruktorów, które w C++ wirtualne być nie mogą). W wyniku jej wywołania otrzymamy jednak tylko ogólny wskaźnik Object* na powstałą kopię obiektu.
Gdybyśmy teraz nie zmienili typu zwracanego przez metodę w klasie pochodnej, to klonowanie podobne do tego:
wymagałoby dodatkowego rzutowania w górę, by mogło zostać przepuszczone przez kompilator.
Przeciążanie przecinkaPrzecinek to taki niepozorny znak, którego grubo ponad 90% zastosowań ogranicza się zapewne do oddzielania parametrów funkcji (czy to w deklaracji, czy to w wywołaniu). Niektóre języki używają też go do separowania indeksów wielowymiarowych tablic, ale do nich C++ akurat nie należy.
Zamiast tego przecinek jest tam operatorem, o czym rzadko się pamięta. Być może dlatego, że ma on najniższy priorytet spośród wszystkich operatorów. Wydaje się też, że domyślne jego działanie (obliczenie wszystkich argumentów, a następnie zwrócenie ostatniego) nie jest specjalnie przydatne - jeśli w ogóle.
Można je jednak zmienić. Tak, tak - operator przecinka można przeciążać, jakkolwiek zaskakujące i przekombinowane by się to wydawało. W rzeczywistości jest on bowiem zwyczajnym operatorem binarnym o łączności lewostronnej i wspomnianym najniższym priorytecie. A przeciążyć można go, pisząc funkcję operator,() - dokładnie tak samo, jak każdego innego dwuargumentowego operatora.
Do czego może to służyć? Otóż względnie typową sztuczką jest użycie przedefiniowanego przecinka do konstrukcji obiektów złożonych z wielu elementów, np. wektorów lub macierzy. Oto przykład przeciążenia dla standardowej klasy vector:
Pozwala to na inicjalizację wektora w taki oto nietypowy sposób:
Pierwszy element tego ciągu (pusty wektor) jest konieczny, gdyż w przeciwnym razie użyty zostałby standardowy operator przecinka.
Na pierwszy rzut może to wyglądać efektownie. Pamiętajmy jednak, że przecinek ten pozostaje wciąż przecinkiem, zachowując chociażby swoją główną cechę szczególną, czyli priorytet. W szczególności próba dodania do wektora kolejnych elementów w ten sposób:
zakończy się niezupełnie po naszej myśli...
Mimo to być może warto spróbować wymyślić dla tego operatora jakieś własne, w miarę sensowne zastosowanie. Możliwe, że okaże się on wcale nie tak nieużyteczny, na jakiego zdaje się wyglądać :]
Przeciążanie destruktorówTrochę poprzednio ponarzekałem na technikę RAII stosowaną w C++, a raczej na towarzyszący jej brak wygodnej instrukcji finally. Było to być może odrobinę niesprawiedliwe, gdyż mechanizm ma dość duże możliwości - przynajmniej potencjalnie :)
Natrafiłem jakiś czas temu na Usenecie na ciekawy pomysł związany z tą właśnie techniką. Chodzi tu o wykrywanie, z jakiego powodu obiekt lokalny ma zostać zniszczony. Może się to bowiem odbyć w normalny sposób (gdy kończy się wykonanie odpowiedniego bloku kodu i program przechodzi dalej) lub w wyniku odwijania stosu podczas obsługi wyjątku. W obu przypadkach w C++ jest jednak wywoływany jeden i ten sam destruktor.
Jest to w porządku, jeżeli jego zadaniem jest tylko zwolnienie zasobu (czyli np. zamknięcie otwartego deskryptora pliku). Możemy sobie aczkolwiek wyobrazić zastosowanie RAII do tzw. transakcji:
// ...
if (SomethingBadHappened())
throw std::exception("Failure!");
}
catch (...) { /* ... */ }
Transakcja to termin znany głównie programistom zajmującym się bazami danych lub innymi pokrewnymi dziedzinami "sortowania ogórków" ;) W skrócie, jest to taki ciąg operacji, który musi być zaaplikowany albo w całości, albo wcale. Jeżeli po drodze zdarzy się coś nieoczekiwanego i transakcję trzeba przerwać, wszystkie wykonane do tej chwili operacji powinny zostać odwrócone (rollback).
Można by to zrobić automatycznie w reakcji na rzucenie wyjątku, gdyby C++ pozwalał na wykrycie wspomnianych dwóch sposobów niszczenia obiektu. Ciekawym pomysłem na to jest dopuszczenie więcej niż jednego destruktora:
Zwykły, bezparametrowy, byłby wywoływany w przypadku zwyczajnego opuszczenia bloku kodu. Natomiast destruktor przyjmujący parametr włączałby się wówczas, gdy niszczenie obiektu zdarzy się z powodu wyjątku. Taki destruktor "łapałby" więc na chwilę taki wyjątek - lecz nie po to, by go obsłużyć, ale wyłącznie w celu odpowiedniego zakończenia życia obiektu w sytuacji kryzysowej. Parametr takiego destruktora odpowiadałby typowi wyjątku, który ten destruktor miałby "łapać".
Obecnie nie jest naturalnie możliwe stosowanie w C++ takiej konstrukcji. Istnieje jednak sposób na sprawdzenie, czy jesteśmy właśnie w trakcie obsługi jakiegoś wyjątku. Służy do tego mało znana funkcja uncaught_exception z przestrzeni std (nagłówek exception):
Wprawdzie nie zapewnia ona dostępu do samego obiektu wyjątku (ani poznania jego typu), ale pozwala na zorientowanie się, czy taki wyjątek w ogóle wystąpił. A to, jak widać, najczęściej wystarczy. Tak więc chociaż przeciążanie destruktorów na pierwszy rzut oka brzmi interesująco (i intrygująco), nie jest, jak sądzę, zbytnio potrzebne.