Temple of ZUOJak obiecałem wcześniej, zamieszczam pracę na compo, którą podczas konferencji IGK stworzyła moja drużyna, czyli Rzeźnicy Inc., i otrzymała za nią drugą nagrodę.Tematem był Temple Guardian, a więc strażnik świątyni i tego tematu trzymaliśmy się dość literalnie. Oto mamy bowiem odwieczną i pradawną świątynię, z której ów strażnik – którym jest Zuo (koniecznie z wielkiej litery ;]) – próbuje wypełznąć i zawładnąć światem. Śmiertelnicy próbują go powstrzymać, aktywując magiczne pieczęcie dokoła świątyni, lecz nasz uroczy bohater może ich bez trudu skonsumować :)
W grze sterujemy mackami potwora ze świątyni, korzystając z faktu, że podążają one za kursorem jeśli wciśniemy lewy przycisk myszy. Rzeczonymi mackami możemy zjadać przeciwników, zyskując ich czaszki; po uzbieraniu pięciu dostajemy kolejną mackę. Nie jest jednak prościej, bo wraz z upływem czasu tempo pojawiania się wrogów rośnie. Próbują oni aktywować pieczęcie, stając na nich, do czego nie możemy oczywiście dopuścić. Sami zaś powinniśmy wypijać energię z magicznych źródełek wokół świątyni, aby napełnić pasek mocy. Jeśli nam się to uda, wszyscy wrogowie znikają (niestety, przechodzenie do następnego etapu nie zostało zaimplementowane :)).
[2011-03-27] Temple of ZUO (5.8 MiB, 271 ściągnięć)
Dodatkowo w pliku config.cfg możemy ustalić opcje gry: rozdzielczość ekranu, tryb fullscreen lub okienkowy oraz głośność muzyki.
Powtórka z rozrywkiKolejna konferencja IGK zakończyła się wczoraj tradycyjnym konkursem zespołowego programowania gier Compo. Podobnie jak w zeszłym roku startowało wiele zespołów, w tym także i mój, czyli Rzeźnicy Inc. ;) I podobnie jak zawsze, wszyscy starali się zakodować jak najlepiej wyglądające, najbardziej grywalne, najoryginalniejsze i w ogóle najlepsze gry. Naturalnie nie wszystkim się to udało, ale akurat w przypadku mojej drużyny rezultat był chyba całkiem niezły. W każdym razie zasłużył na drugie miejsce, czyli analogicznie jak w zeszłym roku. Krótko mówiąc: trzymamy poziom :)
W najbliższych dniach postaram się zamieścić na stronie jakąś grywalną wersję naszej pracy.
IGK nr 1<<3
Po raz kolejny uczestniczę w konferencji Inżynierii Gier Komputerowych w Siedlcach. Tradycyjnie trwa ona trzy dni (no, dwa i pół) i składa się z dwóch dni wykładów oraz konkursu drużynowego programowania gier. W zeszłym roku moja drużyna sprawiła się całkiem dobrze, więc mam nadzieję, że w tym będzie przynajmniej podobnie :)
Oprócz tego istnieje też szansa na kilka ciekawych wykładów, nie wspominając już o LAN-owym afterparty na koniec ;-)
Tower OffenceZamieszczam grę stworzoną przez moją drużynę (Rzeźnicy Inc. :]) w ramach konkursu Compo, który odbył się w zeszłą niedzielę. Jak co roku trwa on około 7 godzin, podczas których należy stworzyć w zasadzie kompletną grę (z dokładnością do ewentualnych, wcześniej przygotowanych frameworków) na zadany temat. Nasza praca zajęła drugie miejsce, przegrywając o włos – w dodatkowym głosowaniu publiczności – ze zwycięską.
[singlepic id=81 w=320 h=240 float=center]
Gra jest wariantem ‘Tower Defence’, czyli obrony przed nadciągającymi hordami wrogów za pomocą strategicznie poustawianych wież. Najważniejszą różnicą jest to, że mamy tutaj gracza, który sam może się po planszy poruszać i strzelać do stworków (i jednocześnie musi ich unikać); stąd zresztą nazwa Tower Offence :) Ponadto budowanie wieżyczek jest możliwe tylko w polach sąsiadujących z aktualną pozycją gracza. Ogólnie chcieliśmy, żeby rozgrywka była bardziej dynamiczna niż w zwykłym TD, a jednocześnie eliminowała jeden bardzo frustrujący element tego rodzaju gier: sytuację, gdy jeden stworek przebija się przez naszą linię obrony, a my nie możemy nic zrobić, jak tylko patrzeć jak powoli idzie w kierunku naszej bazy… Tutaj możemy wtedy wziąć sprawy we własne ręce i po prostu go ustrzelić :)
[2010-04-11] Tower Offence (5.7 MiB, 482 ściągnięć)
Zapraszam więc do rzucenia okiem na tę produkcję. Niech dodatkową rekomendacją będzie to, że mi osobiście gra się w nią bardzo przyjemnie – a z gatunkiem TD bynajmniej nie przepadam ;P
Do działania gra wymaga aktualnych runtime‘ów DirectX-a.
IGK nr 7
W tym nieprzewidywalnym, szybko zmieniającym się i zaskakującym niespodziewanymi wydarzeniami świecie są jednak pewne rzeczy, które się nie zmieniają – i mam nadzieję, że zmieniać się nie będą. Jedną z nich jest to, że co roku w okolicach początku wiosennego kwietnia koderzy z Warsztatu i okolic zjeżdżają do Siedlec, by wziąć udział w konferencji poświęconej tworzeniu gier komputerowych – czyli IGK. To już sześć lat minęło od pierwszej takiej imprezy i z początku chyba tylko nieliczni wyrażali nieśmiałe nadzieje na to, że stanie się ona stałym punktem w ich kalendarzu…
A jednak to się kręci. Niniejszą notkę piszę właściwie na gorąco, jako że tegoroczna edycja nr 7 zakończyła się zaledwie przed kilkoma godzinami. Oficjalnie. Bo tak naprawdę IGK trwa tak długo, jak długo jej uczestnicy – pasjonaci kodowania gier – chcą się spotykać i spędzać ze sobą czas, niekoniecznie tylko na sali wykładowej, słuchając kolejnych referatów z interesujących ich dziedziny. Zdecydowanie nie tylko tam :)
W tym roku referaty dopisały ilościowo i jakościowo. Dwie odbywające się równolegle sesje plenarne oferowały ciekawe wykłady z różnych obszarów szeroko pojętej ‘inżynierii gier komputerowych’, z których zapewne każdy mógł wybrać dla siebie coś pasującego – i to w kilku sztukach. Częściowo pewnie przyczynił się do tego zapał organizatorów (koła naukowego studentów informatyki Akademii Podlaskiej), którzy sami przygotowali kilka prezentacji. Nie obyło się też bez przedstawicieli firm informatycznych; aczkolwiek obiecane wystąpienie Techlandu ostatecznie się nie odbyło ;(
Ale referaty to dla wielu tylko poboczny fragment części oficjalnej IGK. Nie może tu zabraknąć Compo, czyli konkursu czteroosobowych grup piszących gry na wybrany temat w ciągu kilku (ok. 7-8) godzin trzeciego dnia konferencji. Udział w nim jest niezwykle pouczającym, a jednocześnie dość nietypowym doświadczeniem (o ile ktoś nie jeździ na imprezy demoscenowe, rzecz jasna :]). Jest też bardzo satysfakcjonujący wtedy, gdy w wyniku włożonych podczas niego wysiłków powstaje gotowa, grywalna gra. Coś takiego właśnie stało się moim udziałem w tym roku. A że przy okazji udało się nią zgarnąć nagrody za drugie miejsce – to niewątpliwie miły, ale tylko dodatek :)
Nieodzowną częścią IGK jest natomiast, khm… “wieczorek integracyjny” (czytaj: LAN-party) po zakończeniu programu oficjalnego. To też świetna okazja, by niemal w czasie rzeczywistym podzielić się wrażeniami – co też właśnie czynię. Ale ponieważ czas tu jest cenny, a naprędce sklecona topologia sieci nie do końca stabilna (co oczywiście tylko dodaje jej klimatu), to na tej krótkiej impresji pozwolę sobie zakończyć. W końcu Quake 3 i Starcraft same się w siebie nie zagrają :>
(Zdjęcia dzięki uprzejmości Rega)
Hoży koderzyOto stereotyp typowego programisty: przygarbiony osobnik, koniecznie płci męskiej, z zapałem stukający w klawisze celem produkcji niezrozumiałego wyrobu tekstopodobnego i odchodzący od ekranu tylko w stanach wyższej konieczności. Czy to brzmi znajomo? Być może tak. Nie sądzę jednak, żeby ktokolwiek chciał przypisać sobie taką definicję. Jest ona zresztą zupełnie nieuzasadniona!
Koder bowiem istotą społeczną jest i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Aby sie jednak o tym przekonać, należy ów gatunek zaobserwować w jego naturalnym środowisku – czyli w grupie osób o podobnych zainteresowaniach i pasjach. Wówczas okazuje się, że kod jest jak pewna firma produkująca telefony komórkowe – łączy ludzi :)
Taką okazją są oczywiście wszelkie zloty, zjazdy, konwenty, itp. Nie inaczej jest już od pięciu lat z doroczną konferencją IGK w Siedlcach. Trzeba zresztą przyznać, że słówko ‘konferencja’ pasuje do tej imprezy w stopniu wybitnie zmiennym. Zdarzają się edycje, które rzeczywiście przypominają naukowe konferencje lub (uwaga, trudne słowo) sympozja. Jest tak zwykle wtedy, gdy odpowiednie zareklamowanie imprezy powoduje przyciągnięcie większej liczby uczestników oraz sponsorów, co przekłada się na bogatszą agendę. W skrajnym przypadku mogą to być nawet dwie równoległe sesje referatów, co aczkolwiek zdarzyło się dotąd tylko raz.
Jeśli zaś na miejscu nie pojawia się tłum gości, a plan poszczególnych dni nie jest wypełniony do ostatniej minuty, konferencja nabiera bardziej kameralnego charakteru. W tej kategorii modelowym przykładem jest rzecz jasna pionierska edycja nr 1. W tych latach bardziej ujawnia się ten drugi – oprócz merytorycznego – aspekt konferencji: traktowanie jej przede wszystkim jako spotkania ludzi, którzy na czymś dobrze się znają i oprócz wymiany doświadczeń chcą też dobrze się bawić.
A oto nietrudno, a dzięki szybkiemu rozwojowi techniki jest właściwie coraz prościej :) Weźmy na przykład grupę koderów i umieśćmy ją w sali, której jedynym znaczącym elementem jest duży stół i krzesła. Za parę minut zobaczymy tam skleconą naprędce, lecz działająca bez problemów sieć opartą o switche, crossowane kable, WiFi i co tylko się da. Jakimś magicznym sposobem zawsze przecież znajdzie się jedno gniazdko, jedno miejsce i jeden kawałek skrętki więcej ;-)
Istnieją też bardziej wyrafinowane i zorganizowane formy rozrywki niż zwyczajowe rozgrywki w gry sieciowe. Można na przykład zaaranżować tematyczny quiz, w którym uczestnicy odpowiadają na pytania z dziedziny – a jakże – kodowania oczywiście. Ten pomysł nie jest nowy ani oryginalny – to już prawie tradycja na GDC (Game Developers Conference). Jak się okazało, przeniesienie go na polski grunt okazało się całkiem niezłym posunięciem. Zwłaszcza, że ta zupełnie oddolna inicjatywa została w końcu wsparta przez organizatorów IGK i zrealizowana przy ich pomocy.
I być może za rok zostanie przynajmniej powtórzona, a może nawet nie będzie jedynym tego typu ‘nadobowiązkowym’ wydarzeniem. Bo przecież kodowanie kodowaniem, ale – nie ma co ukrywać – grać też trzeba, prawda? ;]
Nowe twarzeJednym z zabawnych aspektów konferencji takich jak IGK jest możliwość spotkania ludzi, których dotąd znaliśmy jedynie za pośrednictwem internetowych form kontaktu, takich jak fora czy komunikatory. Przez ten czas zdążyliśmy zapewne wyrobić sobie jakieś wyobrażenia o tym, kto kryje się pod ciągiem znaków składających się na dany nick. Zależnie od tego, czego te przypuszczenia dotyczą, ich trafność może wahać się od całkiem wysokiej do niemal zerowej.
Zawsze jednak jest to ciekawe przeżycie, a ich mnogość to jeden z argumentów przemawiających za uczestniczeniem w konferencjach w rodzaju IGK :) Przybycie po raz pierwszy na tą imprezę jest często oznaką, że dana osoba zabawi na Warsztacie nieco dłużej, nie zniknie bez śladu i nie straci zainteresowania tematyką programowania gier. Od reguły są oczywiście wyjątki, które, jak wiemy, głównie ją potwierdzają.
Nie da się jednak ukryć, że konferencja – mająca od początku swoje korzenie w pomyśle na “zjazd Warsztatu” – stała się najważniejszym, corocznym wydarzeniem tego community. I fakt, że co roku widzimy na niej nowe – warsztatowe – twarze oznacza, że jako społeczność trzymamy się mimo wszystko całkiem dobrze :)