Archive for Thoughts

Lis w operze

2008-06-16 16:47

Logo FirefoksaParę dni temu odbyła się premiera nowej wersji przeglądarki Opera, oznaczonej numerkiem 9.5. Z kolei jutro z wielką pompą opublikowana zostanie trzecia edycja Firefoksa. Przy tej zresztą okazji Mozilla organizuje Dzień Pobierania, z zamiarem ustanowienia rekordu ilości ściągnięć oprogramowania w ciągu jednej doby. (Mam aczkolwiek przeczucie, że prawdopodobne jest ustanowienie innego rekordu: najdłużej niedziałającego serwera pobierania ;]).
Zbieżność tych dwóch wydarzeń zapewne nie jest przypadkowa. Tym bardziej dziwi mnie to, że przy tej okazji zaprzysięgli fani któregoś z tych dwóch programów zajmują się głównie wykazywaniem w każdym możliwym miejscu, iż to właśnie ich ulubiona przeglądarka jest lepsza od tej drugiej. Naturalnie, argumentów jest przy tym mnóstwo: a to gesty myszki, a to współdzielenie zakładek i Ulubionych między komputerami, nie wspominając o tysiącach dostępnych rozszerzeń i wtyczek, coraz lepszych wynikach testów typu Acid3, wbudowanych klientach innych usług niż WWW, kilogramach skórek i pewnie wielu jeszcze innych zaletach. Część z nich może i jest ważna i interesująca. Rzecz w tym, że – statystycznie rzecz biorąc – nie obchodzą one psa z kulawą nogą.

Logo OperySmutna prawda jest taka, że nadal większość użytkowników Internetu korzysta z “jedynie słusznej” przeglądarki pewnej znanej skądinąd firmy, a o dywagacjach na temat wyższości innych nad jeszcze innymi nigdy tak naprawdę nie słyszeli i raczej nie mają zamiaru usłyszeć. A to z wielu powodów niepokojące, chociażby ze względu na bezpieczeństwo czy powszechność stosowania standardów sieciowych. Wzajemne zwalczanie się zwolenników przeglądarek “niezależnych” (że je tak umownie nazwę…) na pewno nie zaradzi temu, iż połowa internautów wciąż używa do przeglądania Sieci programów przestarzałych i dziurawych jak ser szwajcarski.
A bliskość premier nowych edycji dwóch bezpiecznych, wygodnych i nowoczesnych przeglądarek to przecież całkiem dobra okazja, żeby coś na to poradzić. Zamiast więc bezowocnie spierać się, czy Safari jest lepsze od Opery, a ta od Firefoksa czy Camino, można by wspólnie zwiększyć wysiłki na rzecz uświadamiania użytkownikom niesłusznie najpopularniejszych przeglądarek, że istnieją dla nich o wiele lepsze alternatywy. Cóż bowiem z tego, że oto “wszyscy” przerzucą się czy na to Firefoksa, Operę czy inny tego typu program, jeśli ci ‘wszyscy’ to tak naprawdę ledwie 1/3 internautów?…

Tags: , ,
Author: Xion, posted under Applications, Internet, Thoughts » 10 comments

Laboratoria kontra projekty

2008-05-17 15:41

Studia techniczne – a więc także i informatyka – różnią się od innych choćby tym, że tutaj nie obejdzie się bez dużej ilości zadań praktycznych. Brudzenie tablicy pyłem kredowym na wykładach i ćwiczeniach to bowiem za mało – zwłaszcza, jeśli mówimy o uczelniach technicznych, a nie uniwersytetach.
Mamy więc dwa dodatkowe rodzaje zajęć: laboratoryjne i projektowe. Oba mają na celu wykorzystanie zdobytej przez studenta wiedzy w praktyce oraz nabranie pewnej porcji doświadczenia. Cel chwalebny, wykonanie niestety nieco gorsze…

Dotyczy to głównie laboratoriów, które w pewnej formie są według mnie kompletnym nieporozumieniem, jeśli chodzi o większość dziedzin informatyki – zwłaszcza tych związanych bezpośrednio lub pośrednio z programowaniem. Zajęcia takie wyglądają mniej więcej tak: student otrzymuje takie-a-takie zadanie – którym jest zwykle napisanie programu – i do końca zajęć ma się z niego wywiązać, czyli rzeczony program napisać. Potem wyniki jego pracy są oceniane przez prowadzących.
W czym ta formuła jest zła? Ano można jej wytknąć całkiem sporo mankamentów:

  • Nieżyciowość. W pracy nikt przecież nie koduje na akord: wiadomo, że z ośmiogodzinnego dnia programista na efektywną pracę przeznacza najwyżej 4 do 5 godzin. Kogo zresztą byłoby stać na to, by każdy projekt rozparcelować na małe kawałki, które potem byłyby pisane przez koderów w ściśle określonych ramach czasowych? To zapewne całkowicie niemożliwe, a co najmniej wysoce nieopłacalne.
  • Złe nawyki. Jeśli mamy tylko godzinę lub dwie, by oddać działający kawałek kodu, na bardzo daleki plan schodzą takie kwestie jak jego czytelność, odpowiedni stopień nasycenia komentarzami, elastyczność, możliwość ponownego wykorzystania, i tak dalej. Krótko mówiąc, produkuje się wtedy kod “tylko do zapisu”, zgodnie z zasadą 3Z: Zakodź, Zalicz, Zapomnij :) Nabyte przy okazji przyzwyczajenia do programistycznego niechlujstwa mogą się odbijać czkawką jeszcze przez bardzo długi czas.
  • Stres. Takie laboratoria to tak naprawdę nic innego, jak kartkówka wklepywana na klawiaturze. Nie jest to nic przyjemnego i w (zbyt) dużych dawkach prawdopodobnie może nawet skutecznie odstręczyć od kodowania jako takiego.

W przeciwieństwie do laboratoriów, projekty właściwie nie mają wymienionych wyżej wad. Są też na pewno bardziej pouczające, szczególnie wtedy gdy należy je wykonywać w grupach. Zdobyte przy okazji doświadczenie jest z pewnością o wiele cenniejsze, bo obejmuje przecież także organizowanie pracy i planowanie kolejnych jej etapów. Czegoś takiego nie można raczej powiedzieć o zadaniach wykonywanych na szybko na laboratoriach.

Tags: ,
Author: Xion, posted under Studies, Thoughts » 16 comments

Nadmierne aspiracje

2008-04-19 16:54

Wygasła już chyba dyskusja w wątku na forum Warsztatu, w którym zwrócono uwagę na poziom pojawiających się w serwisie gamedev.pl projektów. Dotyczyło to zwłaszcza screenów, jakie to można niekiedy rotacyjne oglądać na stronie głównej. Dość często podnoszonym argumentem było to, iż marny ich poziom szkodzi wizerunkowi Warsztatu na zewnątrz. Proponowane przy okazji rozwiązania wahały się zwykle w przedziale między całkowitym usunięciem wszystkim tetrisów, pongów, projektów konsolowych i innych subiektywnie ocenianych “zaniżaczy poziomu”, a wysłaniem ich do specjalnie przygotowanego działu (nazywanego np. ‘żłobkiem’), z którego screeny nie wystawałaby na widoku publicznym na stronie głównej serwisu.

Screen z gry Game Producer
I konsolówki bywają niezłe
(Game Producer)

Troska o ów poziom Warsztatu jest doprawdy rozczulająca. Zastanawiam się tylko, jaka stoi za nią motywacja? Może to być chęć, by serwis oraz społeczność były postrzegane na zewnątrz jako bardziej profesjonalne (niż w rzeczywistości, chciałoby się dodać). Obecność screenów, które niekoniecznie powalają oglądających na kolana, ma w tym oczywiście przeszkadzać.
A ja pytam: jaki jest w tym cel oraz sens? Po pierwsze, na tle innych podobnych serwisów, Warsztat nie ma się czego wstydzić (dla porównania można obejrzeć jego odpowiedniki z innych krajów). Zaś po drugie, aspirowanie do “bardziej profesjonalnej” roli w przypadku serwisu nieanglojęzycznego nie ma większego sensu. W przeliczeniu na nadal skromny przemysł gier komputerowych w Polsce (jeden Wiedźmin wiosny nie czyni), obecna postać i poziom Warsztatu – zwłaszcza społeczności – są chyba nawet lekką nadwyżką.

Screen z techdema INQ
Screen, o którego poziom
nie trzeba się martwić :)
(INQ-Techdemo)

A mimo to zdaje się, że cierpimy od jakiegoś czasu na kompleks rozpaczliwego udowadniania światu, iż Warsztat to serwis jak najbardziej poważny i – powtórzmy jeszcze raz to kluczowe słowo – profesjonalny.
Otóż nie, to nieprawda i stanowczo przeciwko temu protestuję! Warsztat zawsze był i będzie serwisem i społecznością skupiającą amatorskich oraz zawodowych programistów gier – w tej właśnie kolejności. Wszelkie próby zmiany tego stanu rzeczy, polegające na składaniu różnorodności i walorów edukacyjnych Warsztatu na ołtarzu utrzymania ‘poziomu’ i poprawiania ‘wizerunku’ na pewno nie mogą skończyć się dobrze.

Tags:
Author: Xion, posted under Thoughts » 4 comments

Forumowa numerologia

2008-03-18 11:53

Internetowe fora to podobno następny stopień ewolucji list i grup dyskusyjnych Usenetu. Na pewno mają niezaprzeczalne zalety – jak choćby to, że można się do nich dostać przy pomocy zwykłej przeglądarki (nie potrzeba specjalnych klientów), a ich zawartość jest indeksowana przez co sprytniejsze wyszukiwarki. Ale razem z tymi zaletami “w pakiecie” mają też pewną cechę, którą osobiście uważam za wadę – wprawdzie niezbyt ciężką gatunkowo, lecz stanowiącą według mnie pewien mankament.
Mam tu na myśli panujący na forach kult numerków, którego najważniejszym obiektem jest oczywiście licznik postów opublikowanych przez danego użytkownika. Liczba ta, niby ważna dana osobowa, prezentowana jest prawie zawsze po lewej stronie każdej wypowiedzi (w miejscu, które żartobliwie nazywam ‘nagrobkiem’ :]).

Nagrobek forumowego postaCo w niej takiego złego? Obiektywnie patrząc, to tylko statystka, która nie niesie żadnej znaczącej informacji. Nie mówi ani o stażu danego delikwenta na forum, ani o jego codziennej aktywności, ani o jego poziomie zaawansowania w temacie, którego forum dotyczy, ani o umiejętności stosowania przezeń zasad netykiety. Część z tych informacji można odnaleźć, przyglądając się profilowi ze szczegółowymi informacjami o danym użytkowniku. Jednak one nie są pokazywane przy każdym poście – w przeciwieństwie do wspomnianego licznika postów. Czym więc on jest? Otóż jest to taki “magiczny numerek”, kojarzący się nieodparcie z dziesiątkami liczb występujących w grach (MMO)RPG i których mozolne podbijanie zajmuje wiele godzin. Prawie nic nie znacząca wartość, która może być co najwyżej skorelowana z samooceną tego, który zwraca na nią uwagę. Notabene zdarzało mi się widzieć rozwinięcie owego numerka do karykaturalnej postaci RPG-owej: z paskami życia, many i doświadczenia! Na całe szczęście na warsztatowe forum takie wynalazki (jeszcze) nie dotarły :)
Ażeby dodać przeciwwagę dla licznika postów (podbijanego zarówno przez wartościowe, jak i bezsensowne wypowiedzi), na wielu forach – włączając Warsztat – istnieje karma (choć są warianty tego mechanizmu o innych nazwach). W założeniu każdy użytkownik forum może innemu użytkownik dodać jeden punkt owej karmy, jeśli uzna jakąś jego wypowiedź za pomocną, interesującą lub wartościową. Akt ten nazywa się ‘dokarmianiem’, chociaż użyta w tym znaczeniu nazwa ‘karma’ nie ma rzecz jasna nic wspólnego z jedzeniem :) Tak czy owak, sumaryczna wartość zebranej przez forumowicza karmy jest, podobnie jak licznik postów, wyświetlana obok każdej jego wypowiedzi.

Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się znacznie lepszy niż licznik postów, ale ja uważam, że skutki istnienia obu tych mechanizmów są w gruncie rzeczy podobne. Oba są związane z jakimiś rzekomo znaczącymi liczbami, które mają w jakiś sposób opisywać użytkownika, którego się tyczą – co w domyśle znaczy oczywiście, że im większe one są, tym forumowa twórczość danej osoby jest bardziej wartościowa. Oba są też bardzo narzucające się innym użytkownikom; w końcu nie sposób przeoczyć czegoś, co jest wyświetlane obok każdej wypowiedzi.
I oba mogą sprawić, że będziemy – choćby podświadomie – zwracali uwagę na to, aby “przy okazji” dyskusji na forum podbijać te współczynniki jak najwyżej. Samo to nie będzie dobrze jej służyło, a poziom i przydatność forum może wręcz na tym ucierpieć. Zwiększenie licznika postów polega przecież na, niespodzianka, pisaniu postów – a wiadomo przecież, ze ilość nie musi przekładać się bezpośrednio na jakość. Z kolei polowanie na każdy dodatkowy punkt karmy oznacza dopisywanie swoich pięciu centów do każdego pojawiającego się wątku – zwłaszcza takiego z pytaniem lub prośbą o pomoc – nawet jeśli nie mamy w temacie zbyt wiele do powiedzenia (co może wręcz ograniczać się do zakamuflowanego powtarzania wypowiedzi przedmówców). Trudno się nie zgodzić, że podobne praktyki nie służą dobrze funkcjonowaniu forum jako źródła wiedzy i miejsca do rzeczowej dyskusji oraz zadawania pytań i otrzymywania na nie pożytecznych odpowiedzi.

I dlatego przyznam się do radykalnego poglądu. Gdybym dysponował odpowiednią mocą sprawczą, czym prędzej pozbyłbym się tego rodzaju pseudostatystyk – a przynajmniej schował je głęboko i nie eksponował przy każdej okazji. Na forum wymowni powinni być ludzie, a nie liczby :P

Tags:
Author: Xion, posted under Internet, Thoughts » 3 comments

Języki całkiem naturalne

2008-03-13 10:48

Języki programowania są tworami sztucznymi, ale wykazują pewne podobieństwo do języków naturalnych – czyli tych, którymi posługują się ludzie. Mają na przykład swoje gramatyki, składnie i semantyki, chociaż pojęcia te rozumiemy oczywiście nieco inaczej. W obu typach języków można też wyrazić bardzo wiele różnych myśli i relacji, z tym że domena języków naturalnych jest rzecz jasna znacznie szersza.

Ponieważ jednak wszystkimi językami posługują się głównie ludzie, niektóre języki programowania dorobiły się pewnej “otoczki” podobnej do tej, jaka towarzyszy części języków naturalnych. Myślę nawet, że bazując na tym, można wyróżnić odpowiedniki między obiema grupami. Może nie zawsze będą one wystarczająco sugestywne, ale przecież nie zaszkodzi spróbować ;-)
Jak dotąd w przypływie niewytłumaczalnej kreatywności wymyśliłem takie oto pary:

  • Książka “Hello World”C++ ma to do siebie, że jako tako znają go prawie wszyscy, lecz poziom tej znajomości pozostawia zwykle sporo do życzenia. Tak więc mimo tego, iż należy on do najpopularniejszych języków programowania, osób posługujących się nim zupełnie poprawnie nie ma znowu aż tak dużo. Zaś ekspertów znających na wyrywki każdy z jego niezliczonych kruczków znaleźć jeszcze trudniej.
    Który spośród języków naturalnych posiada podobne cechy? Ano angielski, oczywiście. Mówi się nawet, że większość świata mówi jego uproszczoną wersją, czyli “McEnglish”; możliwe, że na podobnej zasadzie istnieje “McC++” ;-] (Prawdę mówiąc, patrząc na niektóre posty na forum Warsztatu, jestem tego pewien ;P).
  • Java to z kolei kolejny bardzo popularny język programowania, który jest wykorzystywany do wielu różnych celów. W każdym zastosowaniu wygląda jednak nieco inaczej: wiadomo na przykład, że inaczej tworzy się aplikacje na J2ME (telefony komórkowe, itp.), a inaczej na J2EE (zastosowania serwerowe). Java ma więc sporo lokalnych ‘dialektów’, a w połączeniu z tym, że jest stosunkowo łatwa do nauki i codziennego posługiwania się, daje się porównać do języka hiszpańskiego.
  • Pascal również do trudnych języków nie należy. Charakteryzuje się ponadto dość rozwlekłą i sztywną składnią, która wymaga używania całkiem sporej ilości słów kluczowych. Słowa te zresztą też do krótkich nie należą, podobnie jak nazwy wbudowanych typów i funkcji.
    Z bardziej znanych języków naturalnych podobnie długie wyrazy i długie zdania oraz w miarę ścisła składnia występują chociażby w niemieckim.
  • W przypadku PHP mamy do czynienia z językiem, który niełatwo przyjmuje “nowinki techniczne” z zewnątrz. Obiektowość na przykład zaczęła być na poważnie wspierana dopiero w piątej jego wersji. Jednocześnie mamy tutaj kilka oryginalnych rozwiązań, które trudno uświadczyć gdzie indziej, jak choćby wstawianie HTML w środku bloku kodu PHP, konstrukcje typu DoSomething() || die(); albo funkcja list. Aha, i wypada też wspomnieć o najpopularniejszym znaku w tym języku, czyli $ ;)
    Podobną awersję do zapożyczeń oraz niespotykane gdzie indziej rozwiązania (np. liczebniki oparte na dwudziestkach, a nie dziesiątkach) w połączeniu z intensywnym użyciem znaczku apostrofa charakteryzują rzecz jasna język francuski.
  • Natomiast Basic miał w założeniu być językiem przede wszystkim dla początkujących. Jego założeniem była łatwość nauki i używania, co miało zapewnić mu popularność. W praktyce wyszło nieco gorzej i jego warianty nie mają w sumie zbyt wielu zwolenników, a cała ta historia przypomina trochę dzieje języka esperanto. Różnica jest taka, że Basic na pewno Nobla nie dostanie :)
  • I wreszcie mamy też C. Kiedyś było to narzędzie bardzo popularne, ale wraz z rozwojem nowszych języków pole jego zastosowań zawęziło się do specyficznych nisz. Z niego jednak wywodzi się cała gałąź języków, które przypominają go co najmniej składniowo: nawiasy klamrowe, sposób deklaracji zmiennych, itd. Rola przodka, który nie jest już szeroko stosowany, w połączeniu ze sporym stopniem skomplikowania sprawia, że C możemy przyrównywać do łaciny.

Trochę to naciągane? :) Zapewne. Między językami programowania a naturalnymi istnieje przecież jedna zasadnicza różnica: tych pierwszych można się nauczyć zdecydowanie łatwiej i szybciej niż tych drugich. Ale w obu przypadkach sprawdza się stwierdzenie, że ‘znać’ to nie znaczy ‘umieć zastosować’. Więc może szukanie analogii podobnych do powyższych nie jest takie zupełnie bez sensu :]

Tags:
Author: Xion, posted under Culture, Thoughts » 8 comments

Oswajanie pingwina

2008-03-08 15:26

Kilka tygodni temu zostałem “delikatnie przekonany” przez tzw. wyższe czynniki (czyli, jak nietrudno się domyślić, studia) do zawarcia bliższej znajomości z systemem Linux. Nie jest oczywiście tak, że w ten sposób nawiązałem dopiero pierwszy poważny kontakt z tym systemem. O nie, wręcz przeciwnie. Dotąd jednak próby utrzymania bliższych relacji nie skutkowały wieloma sukcesami. Czyżby teraz miało być inaczej?…

To całkiem możliwe, bo przecież Linux jest systemem dla koneserów, którzy uwielbiają, jak to się ładnie określa, “dostosowywać system do swoich potrzeb”. Można zatem optymistycznie przypuszczać, że mimo niezbyt korzystnego pierwszego wrażenia produkt spod znaku pingwina będzie zyskiwał przy bliższym poznaniu. Jak dotąd okazało się to mniej więcej prawdą. W każdym razie upływający czas działa w tym przypadku zdecydowanie na korzyść.
Logo UbuntuLinuksy się bowiem zmieniają i to zazwyczaj na lepsze. Chociażby fakt, że istnieje taka dystrybucja jak Ubuntu, która po prostu działa i nie sprawia żadnych problemów np. ze sprzętem, zdecydowanie przemawia na ich korzyść. W końcu mało kto chciałby wpierw przekopywać się przez pliki konfiguracyjne i (częściej) grupy dyskusyjne, by skonfigurować poprawnie swoją kartę graficzną czy połączenie z Internetem. A zdaje mi się, że mniej więcej tak to wyglądało jeszcze kilka lat temu – naturalnie pod warunkiem, że było się nowicjuszem z dużą dozą samozaparcia, a nie linuksowym ekspertem, dla którego sprawa nie przedstawia większego problemu.

Tux i motylek MSNJednak trzeba od razu wyraźnie stwierdzić: ani Ubuntu, ani jakakolwiek inna dystrybucja Linuksa nie jest realną alternatywą dla wszystkich użytkowników Windows. I jest tak wcale nie dlatego, że do zastosowań domowych Linux jest systemem złym. Chodzi raczej o to, że z pewnego punktu widzenia jest on nawet zbyt dobry. Oferuje on po prostu za dużo, by początkujący użytkownik komputera mógł to wszystko udźwignąć. Co z tego, że okienka są przejrzyste i dobrze zorganizowane, a dostęp do dowolnych opcji nie sprawia problemu? Dla początkującego będzie to nadmiar szczegółów, który go bardzo szybko przytłoczy. Tak, Linux nie myśli za użytkownika i nie prowadzi go za rączkę kreatorami i dymkami z podpowiedziami – i chwała mu za to. Wiele osób uzna to jednak za wadę i będą miały sto procent racji.
Mimo to nie sądzę, aby można było uważać to za problem. Jako system do użytku osobistego Linux powinien bowiem celować raczej w zaawansowanych i ewentualnie średnio zaawansowanych użytkowników komputerów. Mówię oczywiście o takich osobach, które ani nie cierpią na wrodzoną pingwinofilię (bo ich przekonywać nie trzeba), ani nie są zagorzałymi zwolennikami Okienek, którzy nigdy zdania nie zmienią. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy takie osoby w ogóle istnieją, to informuję, że sam do takich właśnie użytkowników od dłuższego czasu należę ;P I dopiero teraz mogę ostrożnie powiedzieć, że Linux powoli staje się dla takich osób całkiem rozsądną alternatywą. Pewnie jednak broda Stallmana urośnie jeszcze o kilka długości, zanim system ten zacznie na poważnie podbierać użytkowników Windowsowi.

Ja sam muszę stwierdzić, że z Linuksem jak najbardziej dałoby się żyć na co dzień. Wymagałoby to oczywiście zmiany kilku nawyków, ale z punktu widzenia użytkownika jest jak najbardziej wykonalne. Niestety (a właściwie stety) jestem też programistą, i to gier (a przynajmniej lubię się tak nazywać ;D) – co sprawia, że myślenie o przesiadce w zasadzie nie wchodzi w grę.
Potrafię przy tym bez problemu podać trzy bardzo konkretne powody takiej postawy. Według istotności, nazywają się one kolejno: DirectX, Visual Studio i .NET. Wiem naturalnie, że istnieje przecież OpenGL. Jestem też całkowicie świadom istnienia niezłych środowisk programistycznych dla Linuksa, w rodzaju Eclipse, KDevelop, Anjuty czy vima + GCC (;-]). I wreszcie, nie umknęło mi również Mono. To wszystko bardzo piękne, ale, jak wiadomo, człowiek jest istotą leniwą, a przyzwyczajenie i wygoda to w tym przypadku niezwykle cenne wartości :)
To jednak nie powinno przeszkadzać w tym, aby znać i cenić dobre rozwiązania – nawet jeśli samemu się z nich (zbyt często) nie korzysta.

Tags:
Author: Xion, posted under Computer Science & IT, Thoughts » 9 comments

Polityka spójności

2008-02-28 20:15

Fakt jest oczywisty: moderatorzy są tylko ludźmi i mogą popełniać błędy. Dotyczy to nawet tak wybitnych osobistości, jak moderatorzy forum Warsztatu :) Co więcej, można mylić się na całego i globalnie – czyli na przykład w tak fundamentalnej kwestii jak to, czy wobec tzw. lamerstwa przyjmować postawę ostrą czy względnie łagodną.
Można to jednak zawsze poprawić. Ale sytuacja wygląda o wiele gorzej, jeśli moderatorzy przestają działać jako drużyna i zaczynają wchodzić sobie nawzajem w drogę.

W ten sposób dorobiliśmy na Warsztacie dwóch swego rodzaju “frakcji” moderatorskich. Pierwsza z nich opowiada się za literalnym stosowaniem dość restrykcyjnego regulaminu i stanowczym reagowaniem na wszelkie przejawy wspomnianego już lamerstwa. Druga zaś preferuje raczej łagodne podejście do problemu i służenie pomocą nowo przybyłym, którzy niekoniecznie potrafią jeszcze dostosować się do panujących zasad,
Nietrudno zauważyć, że te dwie grupy mogą często wykonywać sprzeczne ze sobą działania. A to na pewno nie poprawia skuteczności ani jednej, ani drugiej. Dodajmy do tego jeszcze spore grono zwolenników każdej z tych opcji wśród zwykłych użytkowników forum i mamy niewielki chaos.

Dwa podejścia do lamerstwa
Poglądowa ilustracja, obrazująca dwa różne podejścia do problemu lamerstwa :)

Nie twierdzę oczywiście, że wśród moderatorów nie mogą występować nawet najmniejsze różnice opinii, bo taki stan rzeczy jest z założenia idealny i niemożliwy do osiągnięcia w rzeczywistości. Według mnie wypadałoby jednak prezentować w miarę spójne stanowisko przynajmniej “na zewnątrz”. W sytuacji, gdy dwie grupy wykonują względem siebie mniej lub bardziej krecią robotę, utrzymanie porządku staje się o wiele trudniejsze. A poza tym przysparza to jeszcze większych dylematów tym moderatorom, którzy chcą zachować jako taką ‘neutralność’, do których to zaliczam swoją skromną osobę :]

Tags: ,
Author: Xion, posted under Internet, Thoughts » 9 comments
 


© 2017 Karol Kuczmarski "Xion". Layout by Urszulka. Powered by WordPress with QuickLaTeX.com.