Archive for Applications

Statystyki wejścia

2007-12-04 22:46

Koderzy wyróżniają się ponadprzeciętnym stopniem używania klawiatury, a pewnie i myszki. Miliony wciśnięć klawiszy, tysiące kliknięć i kilometry przejechane kursorem… Ale ile jest ich dokładnie? Można to policzyć jednym z wielu dostępnych programików. Samodzielnie napisanie takiej aplikacji też nie jest bardzo trudne: w Windows na przykład trzeba by użyć do tego mechanizmu hooków.

Jak każda zabawa, także i ta staje się jednak o wiele atrakcyjniejsza, jeśli w grę zaczyna wchodzić Internet :) Kiedyś funkcjonowało przedsięwzięcie znane jako Project Dolphin, którego celem było zliczanie wciśnięć klawiszy swoich użytkowników. Po rejestracji wystarczyło ściągnąć niewielki program klienta, działający w tle i wytrwale uaktualniający licznik stuknięć w klawiaturę. Co jakiś czas dane te były wysyłane na serwer.
Logo WhatPulseNa identycznej zasadzie działa serwis WhatPulse. Posiada on aczkolwiek nieco większe możliwości, jako że statystyki dotyczą też aktywności myszy, a ponadto umożliwia zakładanie osobnych profili dla różnych komputerów, na których pracujemy. Ogólna zasada jest jednak taka sama.

Co daje uczestnictwo w takim projekcie – naturalnie oprócz poświęcenia małej części zasobów systemowych? Oczywiście dozgonną satysfakcję i możliwość śledzenia rosnących numerków :) Można rzecz jasna wymyślać bardziej racjonalne wyjaśnienia, jak na przykład mierzenie wydajności programistycznej wskazywanej przez liczbę kilobajtów wklepanego tekstu. Ale ponieważ zliczane są absolutne wszystkie wciśnięcia (i zresztą nic więcej – nie jest to żaden keylogger), równie dobry wynik osiągnie i superprogramista, i nałogowy użytkownik IRC-a.

Najlepiej więc jest być naraz i jednym, i drugim :) Na pewno zaś nie zaszkodzi przyjrzeć się generowanym przez siebie statystkom. Mogą być całkiem dobrą, dodatkową motywacją do… pracy ;)

Tags: ,
Author: Xion, posted under Applications, Internet » 5 comments

HLSL i kolorowanie składni

2007-11-25 21:38

Niby kod można pisać w Notatniku, ale własnej równowagi psychicznej chyba lepiej zaopatrzyć się w edytor, który oferuje przynajmniej podświetlanie elementów składniowych języka. Wiadomo przecież, że mnogość kolorów poprawia samopoczucie :)
Co więc zrobić, gdy zamierzamy pisać efekty w języku HLSL (lub bardzo podobnym Cg)? Trzeba zdecydować się na jakieś narzędzie. Możliwych jest kilka wyjść:

Jak widać, nie jesteśmy więc skazani na surową, czarno-białą czcionkę. A to dobrze, bo po dodaniu tej całej skomplikowanej matematyki, dziwnej semantyki dla danych wierzchołków i niezliczonych dyrektyw kompilacji warunkowej, kod shaderów jest już wystarczająco skomplikowany :)

W poszukiwaniu komunikatora idealnego

2007-11-21 10:12

Czy pamięta ktoś aplikację, która w Windows XP ma dość irytujący zwyczaj instalowania się, okazjonalnego włączania i działania przez cały czas w tle – nawet jeśli użytkownik nie za bardzo sobie tego życzy? Mam tu na myśli komunikator MSN Messenger. W Viście nie jest on już aczkolwiek składnikiem systemu i w razie potrzeby należy go osobno pobrać.
Logo Windows Live MessengeraTo właśnie zrobiłem za namową kolegi Asmodeusza i celem przyjrzenia się temu programowi, który obecnie zwie się zresztą Windows Live Messenger. Wnioski są takie, że w sumie jest to jeden z lepszych komunikatorów, jakich miałem okazję używać. Zwłaszcza dwie rzeczy zrobiły w nim na mnie pozytywne wrażenie. Pierwsza to rozbudowane możliwości zarządzania kontaktami i ustawiania różnych wzajemnych uprawnień, jak np. osób, które mogą nas widzieć niezależnie od naszego statusu. Drugą jest istniejąca obok zwykłego wysyłania plików funkcja ich współdzielenia, pozwalająca tworzyć katalogi dostępne dla nas i wybranych przez nas osób. Może nie jest to rozwiązanie na miarę rozbudowanego systemu kontroli wersji, ale kto wie – do prostych zastosowań może być wystarczające.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że w tym komunikatorze lista kontaktów zionie pustką :) W Polsce niestety tkwi on w tym zamkniętym, błędnym kole: (prawie) nikt go nie używa, bowiem… (prawie) nikt go nie używa. Raczej nie zanosi się więc, by mogło się to zmienić.

Logo Gadu-GaduZ kolei znane skądinąd Gadu-Gadu “cierpi” na podobną przypadłość. Tyle że tutaj owo sprzężenie zwrotne jest dodatnie i duża liczba użytkowników jest świetnym podłożem dla dalszego wzrostu liczby użytkowników. Tak się nadal dzieje mimo wręcz przysłowiowej niestabilności serwerów, mechanizmu przesyłania plików który częściej nie działa niż działa oraz braku jakichkolwiek zaawansowanych funkcji, zwłaszcza związanych z zarządzaniem kontaktami.
Na Gadu-Gadu wszyscy lubią więc narzekać, lecz mało kto poszukuje alternatywy. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że… mało kto to robi :) “Logika” instynktu lemingów jest niestety nieubłagana.

Logo SkypeA alternatywą mógłby być na przykład Skype, który nie przegrywa już na starcie z powodu małej liczby użytkowników. Przeciwnie, jest ich całkiem sporo, ale utarło się już, że program ten służy w zasadzie wyłącznie do rozmów głosowych. Otóż nie: ten sposób porozumiewania się oferuje dzisiaj każdy szanujący się komunikator, a Skype posiada też wszystkie inne funkcje, które są potrzebne w programie tego typu.
Lecz to oczywiście nie gwarantuje sukcesu. Wiele bardzo funkcjonalnych komunikatorów o sporych możliwościach nie przebiło się do szerszej świadomości, gdyż najwyraźniej najważniejszym kryterium decydującym o wyborze jest tutaj przyzwyczajenie. A te, jak wiadomo, bardzo trudno się zmienia.

Tags: , ,
Author: Xion, posted under Applications, Internet » 18 comments

Nietypowe licencje

2007-11-17 13:27

Programy – zwłaszcza te do znalezienia w Internecie – są dostępne na wielu różnych rodzajach licencji. Do tych najbardziej znanych należą chociażby wszelakie licencje typu open source (na czele ze znaną i (nie)lubianą GNU GPL), freeware i shareware. Ale hakerska wyobraźnia nie zna granic i nawet w tak “poważnym” temacie pojawiły się żartobliwe wynalazki.
Wśród takich zdecydowanie nieszablonowych licencji mamy na przykład:

  • postcardware, wedle której użytkownik może korzystać z programu pod warunkiem, że prześle autorowi kartkę pocztową ze swojego miasta. W innych wariantach może to być też e-mail, chociaż osobiście uważam, że możliwość pochwalenia się imponującą kolekcją pocztówek jest o wiele bardziej zachęcająca niż perspektywa zapychającej się skrzynki mailowej :)
  • guiltware, charakteryzująca się tym, że program co jakiś czas wyświetla komunikat o tym, jak wiele wysiłku autor włożył w tworzenie danej aplikacji. Rzeczony komunikat ma wywołać w użytkowniku poczucie winy (stąd nazwa) i spowodować przesłanie autorowi drobnej sumy pieniędzy. To oczywiście dość drastyczna forma donationware i wydaje mi się, że skutek, jaki by odniosła, byłby raczej odwrotny do zamierzonego ;]
  • linkware, zakładającą że użytkownicy powinni w widocznym miejscu zamieścić link do strony internetowej autora. Jak nietrudno się domyślić, ten typ licencji stosuje się głównie do bibliotek programistycznych lub do treści możliwych do zamieszczenia na stronach WWW (np. obrazków), i generalnie nie wydaje się specjalnie dolegliwy.
  • beerware, która jest prawdopodobnie najlepsza z nich wszystkich :) Otóż według niej użytkownik w zasadzie może bez ograniczeń korzystać z programu – pod jednym warunkiem. Jeśli mianowicie kiedyś zdarzy mu się spotkać jego autora, ma kategoryczny obowiązek… postawić mu piwo :D Inne wersje zakładają wręcz wysłanie autorowi skrzynki chmielowego napoju lub tylko wypicie za jego zdrowie. No cóż, na pewno jest to praktyczniejsze niż wysyłanie pocztówek, a przy odrobinie szczęścia też może zostać pamiątka w postaci podstawki lub w ostateczności butelki ;]
  • otherware to z kolei cała masa różnych rodzajów “licencji” (cudzysłów jest tu już chyba uzasadniony), które proszą użytkownika o różne rzeczy nieprzynoszące żadnych bezpośrednich korzyści autorowi. Są to przykładowo:
    • careware (charityware) – użytkownik powinien wpłacić drobną (lub niekoniecznie drobną) sumę pieniędzy na konto wskazanej organizacji charytatywnej. Przykładem programu, który o to prosi, jest edytor vim.
    • greenware – tutaj w zamian za możliwość korzystania z programu, user jest zobowiązany zadbać jakoś o środowisko naturalne, a więc np. zacząć segregować śmieci, przestać używać jednorazowych opakowań, korzystać ze środku transportu publicznego, itd.
    • Garfield!

    • catware -w tym wariancie możliwe jest bezpłatne korzystanie z programu, o ile jego użytkownik poświęci przynajmniej jedną godzinę na… zabawę z jednym lub kilkoma kotami, niekoniecznie własnymi. Zapewne gdyby ta licencja była powszechnie stosowana, spowodowałoby to protesty właścicieli psów i chomików :)

Wniosek z tej listy jest taki, że określanie swoich programów jako po prostu freeware to marnotrawienie wielkiej okazji, aby zrobić coś dobrego. Nie mówię już nawet o wspomaganiu pożytecznych organizacji czy propagowaniu ekologii. Pomyślmy raczej o kotach! ;))

Tags: , ,
Author: Xion, posted under Applications » 6 comments

ColorShop 2.2

2007-11-10 20:55

ColorShop 2.2Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam ukończoną kilka dni temu, nową wersję programu ColorShop. Nowości jest mnóstwo, cały program został oczywiście napisany od nowa (tym razem w C#) i naturalnie gorąco zachęcam do jego obejrzenia :) Powinien okazać się przydatny grafikom i webmasterom, ale także programistom grafiki.

File: ColorShop 2.2  ColorShop 2.2 (116.2 KiB, 3,164 downloads)

Tags:
Author: Xion, posted under Applications, Website » 14 comments

Sponsorowany sklep z kolorami

2007-11-07 22:22

Kiedyś nazywało się ich mecenasami, a dzisiaj częściej sponsorami. Składali oni u artystów zamówienia na określone dzieła, a w zamian potrafili porządnie sypnąć groszem. W ten sposób powstała duża część podziwianych do dzisiaj wytworów sztuki, z których większość nosi widoczne ślady dostosowywania się do wymagań dawnych sponsorów.
Programowanie może i nie jest sztuką (choć tutaj można by długo dyskutować), ale podobne relacje chyba i tutaj obowiązują. Przede wszystkim chodzi tutaj o komercyjne wytwarzanie oprogramowania, kiedy to klient określa swoje oczekiwania i płaci później za gotowy produkt, jeśli ten je spełnia. Ale nie tylko; otóż przypadkowo odkryłem też zupełnie inną formę “sponsorowania”, gdzie pieniądze w ogóle nie wchodzą w grę…

Sprawa dotyczy programu ColorShop, który to w przypływie natchnienia popełniłem ponad cztery lata temu. Kilka miesięcy wpadłem na pomysł jego poważnego udoskonalenia i sporządziłem nawet kawałek czegoś, co można nazwać wstępną dokumentacją… Ale, jak wiadomo, koder ma dziesięć pomysłów na sekundę, zatem także i ten został odłożony na półkę i szansa na jego realizację nie była zbyt duża.
Aż tu nagle dowiaduję, że w ramach jednego z przedmiotów w bieżącym semestrze (o wiele mówiącej nazwie Programowanie w technologii .NET) jest napisanie średniej wielkości aplikacji, wykorzystującej takie-a-takie elementy .NET Framework. Zamiast więc pisać kolejną pseudobazę jakichś niby-danych, pomyślałem więc, że mógłbym wziąć ten właśnie projekt. I tak zrobiłem.

Screen z nowej wersji programu ColorShopNie obyło się jednak bez większych i mniejszych modyfikacji i usprawnień, koniecznych aby program spełniał wymagania co do użytych technologii. Trudno powiedzieć, jak wpłynęły one na jego ostateczną postać, ale jedno jest prawie pewne: bez tego program miałby spore szanse nigdy nie powstać. Mogę więc spokojnie powiedzieć, że uczelnia w tym momencie zasponsorowała go – nie pieniędzmi, ale właśnie motywacją potrzebną do jego ukończenia. W końcu nic tak nie zachęca do pracy jak perspektywa zaliczenia jakiegoś przedmiotu ;)

A co do samego programu, to właściwie pozostało już tylko kilka mało programistycznych czynności końcowych, potrzebnych aby ColorShop 2.2 mógł zostać opublikowany w sieci – co powinno się niebawem stać.

Tags:
Author: Xion, posted under Applications, Programming, Studies » 1 comment

Nie taka Vista straszna…

2007-10-18 16:10

Po tygodniu używania systemu operacyjnego nazwie Windows Vista (w wersji Home Premium) mogę, jak sądzę, opisać swoje pierwsze wrażenia. Wbrew licznie powtarzanym opiniom i ostrzeżeniom okazało się, że te dziesięć miesięcy, które minęło od czasu premiery, wystarczyły, by system ten nadawał się już do używania na zupełnie normalnych komputerach.

Logo systemu Windows VistaDwa najczęściej pojawiające się stwierdzenia na temat Visty to prawdopodobnie: bardzo duże wymagania co do sprzętu, “odpłacone” niską wydajnością oraz paranoiczny wręcz poziom zabezpieczeń obecnych w systemie, uniemożliwiający zrobienie czegokolwiek bez ciągłego, dodatkowego potwierdzania swoich zamiarów. Opinie te nie są oczywiście całkiem wyssane z palca, ale ich bezsprzeczna prawdziwość jest według mnie wysoce wątpliwa.
Vista wymaga oczywiście od systemu więcej niż jej poprzednik, lecz nie są to różnice aż tak drastyczne. Rzeczywiście pamięć operacyjna rzędu 1GB to rozsądne minimum, lecz tak naprawdę podobna jej ilość jest niezbędna, by wygodnie pracować także w Windows XP. Empirycznie stwierdzam bowiem, że system wraz z normalnym pakietem aplikacji działających w tle zajmuje w przypadku Visty tylko ok. 200MB RAMu więcej. Taki wzrost w ciągu 6 lat – które w świecie IT są całą epoką – to chyba nie jest bardzo dużo?…
Swego czasu głośno było też o tym, iż Vista wymaga karty graficznej wspomagającej wyświetlanie grafiki 3D do zwykłego działania. No cóż, ona nie tylko jej wymaga (co dzisiaj chyba nie jest zbyt wygórowanym żądaniem), ale też całkiem poprawnie wykorzystuje. Skutek jest taki, że GUI – mimo że “na oko” jest bardziej skomplikowane: te wszystkie cienie, animacje “rozdymania”, itd. – wyświetla się szybciej, a czas odpowiedzi jest wyraźnie niższy. Naturalnie jednak mógłbym to złożyć na karb faktu, że moja Vista jest świeżutka niczym trawka na wiosnę, a XP najlepsze miesiące ma już za sobą… A swoją drogą muszę też przyznać, że wygląd stylu interfejsu nowego systemu całkiem mi odpowiada. O ile Lunę (styl Windows XP) wyłączyłem właściwie natychmiast jako zbyt cukierkową, o tyle Aero wydaje mi się zgrabne i spójne. Co ważne jego kolorystykę można łatwo dopasować i trochę przeszkadza jedynie niezmienna czerń paska zadań.

A co z przeładowaniem mechanizmami bezpieczeństwa? Otóż na początku faktycznie mogą dać się one we znaki. Zwłaszcza w trakcie doprowadzania systemu do stanu używalności, czyli instalowania niezbędnych programów. System będzie bowiem prosił o potwierdzenie uruchomienia każdej aplikacji instalacyjnej – lecz na tym koniec; na pewno nie jest prawdą, że klikania wymaga każda zmiana dokonywana np. w Rejestrze. Poza tym mechanizm ten można oczywiście łatwo wyłączyć (Panel sterowania > Konta użytkowników > Kontrola konta użytkownika), a potem – jeśli bardzo chcemy – włączyć ponownie, gdy już zakończymy niezbędne czynności przygotowujące system do pracy. Sam aczkolwiek pozostawiłem ostrzeżenia permanentnie wyłączone. Jeśli bowiem przez pięć lat “nie udało mi się” popsuć Windowsa XP, to raczej nie potrzebuję aż takiej troski :)

Pozostaje jeszcze kwestia kompatybilności wstecz, która też najwyraźniej jest rozdmuchana. Przykładem jest choćby liczący sobie ponad dwa lata modem kablowy, który bez problemu zainstalowałem z użyciem sterowników przeznaczonych dla… Windows 2000. Zaś jeśli chodzi o programy, to sprawa zgodności wyskoczyła jedynie w trakcie instalacji Visual Studio 2005 i to od razu z sugerowanym przez system rozwiązaniem (którym była instalacja SP1), podanym w gustownym okienku komunikatu. I chociaż nadal nie lubię aplikacji, które starają się myśleć za użytkownika i robią mnóstwo rzeczy za jego plecami, akurat ten przypadek “inwencji” systemu oceniam jak najbardziej pozytywnie. W końcu unikanie problemów jest zawsze w naszym interesie.
A z Vistą tych kłopotów – wbrew obiegowym opiniom – nie ma znów, jak widać, aż tak wiele… Istnieje aczkolwiek niezerowe prawdopodobieństwo, że kiedyś przekonam się, iż jest inaczej ;P Cóż, miejmy nadzieję, że to tylko niczym nieuzasadniony pesymizm :)

Tags:
Author: Xion, posted under Applications » 13 comments
 


© 2017 Karol Kuczmarski "Xion". Layout by Urszulka. Powered by WordPress with QuickLaTeX.com.