xion.log » Culture

Archive for Culture

Nałóg wynajdywania nałogów

2007-09-17 23:03

Czasami czytając gazety i serwisy internetowe (ewentualnie śledząc to, co podaje telewizja), wydaje się, że jakiś temat przewija się nadspodziewanie często. Jak to ładnie ktoś powiedział, w końcu można zacząć bać się otwierać konserwę, aby na niego nie natrafić :) Z początku jednak można nie zdawać sobie z tego sprawy i dopiero któryś z rzędu artykuł uświadamia nam: “Ej, przecież już czytałem o czymś podobnym!”.

Screen z World of WarcraftW tym przypadku moją uwagę zwrócił ten tekst publikowany na Onecie. Opowiada on o grach sieciowych, a konkretniej o MMORPGach, a jeszcze konkretniej o grze World of Warcraft i grającej w nią pewnej dziewczynie. Muszę przy tym zaznaczyć, że nie jest to kolejny tekst z tezą streszczającą się w słowach: “jakie te gry są brutalne, bezwartościowe i w ogóle złe”, tylko całkiem porządne przedstawienie tematu. A tematem jest oczywiście uzależnienie od wspomnianych gier.
Przypomniało mi się wówczas, że w zeszłotygodniowym Newsweeku (37/2007) widziałem reportaż opisujący nałóg… tworzenia i utrzymywania kolejnych stron w Wikipedii. Okazuje się, że mechanizm funkcjonowania tej encyklopedii, w której każdy może edytować treść, ma swoją drugą stronę. Ktoś może bowiem tę treść po prostu zepsuć i aby temu przeciwdziałać, autor danego hasła z konieczności staje się jego strażnikiem. A jeżeli doda kolejne i kolejne strony, nagle może się okazać, że ich pilnowanie zajmuje mu większość wolnego (i nie tylko wolnego) czasu.
Na deser mogę jeszcze przytoczyć dzisiejszy nius z cyklu ‘Ktoś z Dalekiego Wschodu umarł po iluśtam godzinach grania’. Tym razem był to Chińczyk i jego “wynik” to trzy dni, a wszystko jak zwykle rozegrało się w anonimowej kafejce internetowej, gdzie nikt na nikogo nie zwraca uwagi.

Słowo-klucz łączące te wszystkie treści to oczywiście nałóg lub ewentualnie uzależnienie. Ich rodzajów przybywa ostatnio w niewiarygodnym tempie. Można powiedzieć, że “zwykłe” papierosy, alkohol czy narkotyki to już oklepane banały, a teraz “w modzie” jest co najmniej uzależnienie od wspomnianych gier, komputera czy Internetu albo pracy, zakupów, clubbingu, szybkiej jazdy samochodem, plotkowania czy jedzenia.
Dziwna to lista, prawda? Aż chciałoby się do niej dodać – powiedzmy – telefony, komunikację miejską, gazety… A zresztą, nie powinniśmy się ograniczać: należy jak najszybciej rozpoznać kliniczne objawy uzależnienia od elektryczności, wodociągów i centralnego ogrzewania :P Jak widać w miarę rozwoju medycyny faktycznie zaczyna się okazywać, że nikt tak naprawdę nie jest już zdrowy :)

Żeby więc nie pozostać w tyle, pragnę niniejszy oświadczyć, że sam jestem uzależniony od:

  • regularnego publikowania nowych notek na blogu (od tego przede wszystkim!)
  • codziennego czytania nowych cytatów z IRCa na bash.org.pl
  • przeglądania nowych wątków na forum Warsztatu i odpisywania na nie
  • uporczywego i niekończącego się dodawania nowych możliwości do swojej silniko-biblioteki C++
  • wymyślania i spisywania pomysłów na nowe programy, które potencjalnie mógłbym kiedyś zrealizować
  • realizowania mniej więcej 1% tych pomysłów :)
  • bezproduktywnego marnowania czasu na warsztatowym kanale IRC w tak zwanym międzyczasie

Lista ta dotyczy aczkolwiek tylko jednej dziedziny życia i z pewnością nie jest kompletna. Już po niej widać jednak, że mojemu zdrowiu zagraża całe mnóstwo paskudnych nałogów, z którymi powinienem czym prędzej zacząć walczyć.

Ale jak?… Chyba dla odmiany trzeba by zająć się z powrotem graniem w WoW ;D


Author: Xion, posted under Games, Life, Thoughts » 1 comment

Rzut okiem na Second Life

2007-09-05 20:51

Podobno dzisiejszy świat cierpi na ogromny deficyt prawdziwej rzeczywistości, a zdecydowany nadmiar tej wirtualnej – i to już od kilkudziesięciu lat. Tak przynajmniej twierdził zmarły kilka miesięcy temu francuski socjolog Jean Baudrillard. Co więcej, odróżnienie owej prawdziwej rzeczywistości od symulacji już dawno przestało być możliwe. Cóż, filozofowie nigdy nie byli zbytnimi optymistami :)
Osobiście nie mam na przykład najmniejszego problemu z rozdzieleniem przynajmniej jednego rodzaju wirtualnej rzeczywistości od ‘prawdziwego’ świata (cokolwiek to znaczy). A niektórzy, jak ostatnio lubią donosić media, mają z tym pewien problem…

Logo Second LifeNietrudno się domyślić, co mam na myśli. Zgadza się, chodzi o to.. coś (chwilowo nie mam dobrego określenia) o nazwie Second Life. Usłyszeć można o tym dość często, zwłaszcza wtedy gdy jakaś mniej lub bardziej znana firma tudzież instytucja poszerza swoją działalność o obecność w tym wirtualnym świecie. W nazywaniu SL światem nie ma zresztą żadnej przesady, skoro jego twórcy podają, że obecnie gości on już ponad 9 milionów użytkowników (choć tylko półtora miliona aktywnych, tj. takich, którzy zalogowali się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy).
Pomyślałem więc, że warto chociaż sprawdzić, co w trawie piszczy… Bezpośrednim powodem był aczkolwiek ten wątek na forum Warsztatu. Tym aspektem, który został w nim poruszony, zajmę się jednak nieco później.

Zacznijmy więc od początku. Dołączenie do społeczności Second Life nie jest trudne i przypomina tworzenie konta w każdej typowej grze MMO. Pewnym odstępstwem od standardu jest jedynie konieczność podania imienia dla swojej postaci i wyboru jednego z kilkudziesięciu dostępnych nazwisk. Potem zabieramy się oczywiście za ściąganie klienta – i tu spotkała mnie pierwsza niespodzianka.
Screen z Second Life: tworzenie obiektówSłyszałem oczywiście o tak zachwalanej dowolności w kreowaniu świata SL przez jego mieszkańców. Sądziłem jednak, że jest ona albo ograniczona do pewnego zestawu elementów (modele, tekstury), albo że przynajmniej istnieje jakiś “zestaw podstawowy”. Nic z tych rzeczy: sam klient zajmuje tylko trochę ponad 30MB, więc wszystko jest po prostu na bieżąco ściągane w czasie rzeczywistym. Sprawia to, że klient zużywa każdy wolny megabit łącza, jaki dostanie do dyspozycji. I mówienie o megabitach bynajmniej nie jest przypadkiem.
A skoro zacząłem do spraw technicznych, to wypada też wspomnieć o tym, co widać z wierzchu i trochę głębiej. Jakość grafiki w Second Life wydaje się być rachunkiem płaconym za tę dowolność tworzenia wszystkiego przez wszystkich. Plasuje się ona mniej więcej na poziomie trzeciej części Grand Theft Auto i straszy zarówno klockowatymi modelami, jak i niską rozdzielczością tekstur – że o jakości oświetlenia nie wspomnę.
Muszę jednak pochwalić interfejs programu, i to zarówno jeśli chodzi o jego wygląd (prosty ale bardzo przyjemny), jak i funkcjonalność. Okna zachowują się dokładnie tak, jak w każdym porządnym systemie operacyjnym, a intuicyjne dodatki w rodzaju przeciągania i opuszczania są solidnie zaimplementowane. Może całość nie ma on uroku zakładek z Office 2007, ale dobrze spełnia swoją funkcję.

Screen z Second LifeNowi użytkownicy SL zaczynają w rejonie zwanym Orientation Island i ich pierwszym zadaniem jest… ukończenie kilku tutoriali. Większość z nich dotyczy poruszania się – służą do tego strzałki lub klasyczny WSAD, można też prowadzić pojazdy (w dość prymitywny sposób), a nawet swobodnie latać. Można też nauczyć się interakcji z obiektami w świecie, działania czata oraz gestów, a także zmiany wyglądu swojej postaci (czyli tzw. awatara). Te ostatnie są bardzo szerokie i możliwe do wykonania w każdej chwili.
Po ukończeniu samouczków otrzymujemy klucz i możemy teleportować się na drugą z wysp dla początkujących, czyli Help Island. Tam z kolei możemy dowiedzieć się co nieco o sposobach na tworzenie własnego kawałka wirtualnego świata, co obejmuje na przykład kreację nowych obiektów i sterowanie ich zachowaniem za pomocą skryptów. Można też zrobić “zakupy” w specjalnym sklepie, gdzie wszystko jest za darmo, co pozwala chociażby na zmianę domyślnego stroju. Walutą w Second Life są linden dolary (L$), które można wymieniać na te amerykańskie w jedną i drugą stronę. Obecny kurs to około 270 wirtualnych dolarów za jeden prawdziwy. Taka możliwość jest bardzo zachęcająca, jako że nie dostajemy nic na start – nasze konto z początku świeci pustkami.

Screen z Second Life: przeuroczy koń ;]Po zakończeniu zabawy na Help Island możemy wreszcie dostać się do właściwego świata SL. Trudno powiedzieć o nim cokolwiek konkretnego w jednym zdaniu. Na pierwszy rzut oka wygląda on trochę jak sen wykreowany przez nie do końca normalny umysł. Brakuje tu jakiegokolwiek śladu zorganizowania; można by go określić jako jedną wielką samowolkę “budowlaną”. Jest to zapewne skutkiem faktu, że większość parceli gruntu ma tu właścicieli, a prawo własności jest święte i oznacza wolność postawienia właściwie czegokolwiek gdziekolwiek. Zwłaszcza, że nie trzeba się przejmować takimi błahostkami jak np. prawa fizyki :) Własność pozwala też na ograniczenie innym dostępu do swojej działki, lecz na szczęście większość właścicieli nie korzysta z tego prawa.
W ten sposób, dzięki zbiorowej wyobraźni swoich mieszkańców (zasilanej wirtualnymi i prawdziwymi dolarami), powstaje i funkcjonuje świat tej… tego…

No właśnie – czym w zasadzie jest Second Life? Widać w nim pewne podobieństwa do gier MMORPG, zwłaszcza gdy rozwiniemy ostatnie trzy litery skrótu – Role Playing Game. Nie bardzo jednak pasuje do rzeczywistego punktu nacisku tych gier, czyli rozwoju postaci. W SL nie zdobywa się przecież doświadczenia ani nie wykonuje ustalonych z góry zadań. Tutaj świat tworzą sami “gracze”, którzy wchodzą ze sobą w interakcje, więc to raczej pierwsze trzy litery (Massive Multiplayer Online) mają tutaj większe znaczenie. Można przyjąć, że to coś w rodzaju wieloosobowej, sieciowej wersji The Sims. Albo po prostu gra, w której aspekt społeczny i ekonomiczny został tak rozbudowany, że nie zostało już miejsca na nic innego.
Ostatecznie wyszedł z tego po prostu niewyobrażalnie rozbudowany czat. Nic więc dziwnego, że Second Life okazał się dla wielu bardzo uzależniający. W końcu to właśnie komunikacja z innymi graczami połączona z rywalizacją i stawianiem czoła kolejnym wyzwaniom jest tym, co najsilniej utrzymuje przy klasycznych MMORPGach. Dodatkowo w SL żaden z tych elementów nie jest narzucony z góry, a określenie iż “ten świat żyje” nabiera tam zupełnie nowego znaczenia.

Przynajmniej teoretycznie. W praktyce Second Life wydało mi się śmiertelnie nudne i jednocześnie trochę niepoważne. Jest naturalnie prawie pewne, że zdołałem tylko liznąć powierzchnię tego cukierka, nie mając większego pojęcia o tym, co mógłbym znaleźć w środku.
Lecz prawdę mówiąc, wcale nie mam ochoty szukać i rozpoczynać swojego własnego Drugiego Życia. Tym bardziej, że w moim przypadku musiałoby by ono być już trzecie lub czwarte ;]

Tags:
Author: Xion, posted under Games, Thoughts » 1 comment

I ty zostaniesz transportowcem

2007-08-24 20:55

Gry, które są dobre, potrafią przykuć uwagę przeciętnego gracza na kilka czy kilkanaście miesięcy. Gry wyjątkowe są pamiętane nawet po kilku latach i ciągle mają zagorzałych zwolenników. Ale tylko nieliczne produkcje obrastają taką legendą, że po jakimś pojawiają się serwisy podobne do Diablo Evolution. Można tam obejrzeć w szczegółach, jak wyglądały kolejne stadia (alfa, beta, itd.) powstawania kultowego cRPG Diablo. Jeśli ktoś pamięta, jaka nowatorska była w swoim czasie ta gra, nie powinien być zdziwiony, że jej maniacy tworzą podobne strony.

Screen z gry OpenTTDSamo wspominanie przeszłości mało jednak wnosi i dlatego o wiele bardziej odpowiadają mi inicjatywy reanimacji starych gier. Taka operacja może być tylko dostosowaniem jej do uruchamiania na aktualnym sprzęcie i we współczesnych systemach operacyjnych – czego przykładem jest choćby emulator DOSa DOSBox. Niekiedy jednak fani mogą pokusić się o coś więcej…
Screen z gry OpenTTDŚwietnym przykładem takiej udanej reanimacji jest OpenTTD – remake doskonałej gry ekonomicznej Transport Tycoon Deluxe sprzed, bagatelka, 12 lat. Muszę przyznać, że mam do niej ogromną słabość, gdyż TT było jedną z pierwszych ‘prawdziwych’ gier (czyli żadnych tam platformówek), w którą miałem okazję grać. Ahh, stare dobre czasy ;]

Screen z gry OpenTTDW obecnych czasach oryginalna wersja Transport Tycoon Deluxe zdecydowanie trąciłaby już myszką (bynajmniej nie tą z rolką i przyciskami), lecz jej open source’owa wersja – OpenTTD jest jak najbardziej do przyjęcia. Zmian w stosunku do oryginału jest sporo i obejmują też te techniczne, jak choćby możliwość gry w znacznie wyższych rozdzielczościach niż oryginalne 640×480. Pewnym modyfikacjom uległ też gameplay, ale są one na tyle przemyślane, że absolutnie nie zabijają pierwotnego ducha gry. Aż dziw, że taka subtelność uchowała się w programie rozwijanym jako open source ;P
Screen z gry OpenTTDJeżeli więc też pamiętasz oryginalny Transport Tycoon, albo po prostu lubisz tego rodzaju starsze produkcje, OpenTTD powinien przypaść ci do gustu. Aby się o tym przekonać, musisz zrobić dwie rzeczy:

  1. Zaopatrzyć się w pierwotną wersję gry, czyli Transport Tycoon Deluxe. Możesz ją ściągnać np. z serwisu StareGry.pl, jako że posiada ona status abandonware.
  2. Ściągnąć i zainstalować OpenTTD, podając w trakcie instalacji katalog z TTD.
Tags: ,
Author: Xion, posted under Games » 3 comments

Poczucie misji

2007-08-17 20:36

Często na warsztatowym kanale IRC nie dzieje się nic ciekawego, ale czasem można usłyszeć tam coś interesująco. I czasem nawet kontrowersyjnego – jak choćby ta oto opinia:

[19:19:21] przy gamedevie brakuje poczucia misji
[19:19:29] to tak jakbym sprzedwal narkotyki dzieciom

Może jest ona nieco skrajna, ale to nie znaczy, że nie warto z nią polemizować. Jaka jest więc misja przemysłu wytwarzającego gry komputerowe?… W odpowiedzi na podobne wątpliwości lubimy zwykle sięgać do przykładu kinematografii – z tego porównania korzysta się na przykład wtedy, kiedy ktoś (po raz nie wiadomo który) podnosi kwestię nadmiernej brutalności gier.
Nie da się ukryć, że obecnie główną misją obu dziedzin twórczości jest dbanie o odpowiednio przyzwoity stan kont osób, które się nimi parają. W przemyśle filmowym jest domena hollywoodzkich superprodukcji, słynących z wtórności, powtarzalności, słabej strony fabularnej i przeładowaniem efektami specjalnymi. To nie przypadek, że dokładnie te same epitety możemy dopasować do wielu komercyjnych gier.

Jednocześnie mamy też tzw. kino niezależne, które celuje w nieco bardziej wyrafinowane gusta. Być może jego odpowiednikiem w przemyśle gier komputerowych są produkcje realizowane przez małe, czasem nawet nieprofesjonalne zespoły. Ich dzieła zwykle nie są nastawione na stronę techniczną – grafikę zapierającą krew żyłach i mrożącą dech w piersiach (;]) i superrealistyczne efekty dźwiękowe. Zamiast tego posiadają to, co bardzo rzadko przejawia się w komercyjnych grach – oryginalność.

Screen z gry Aquaria, jednego z laureatów IGF 2007

Można jej zasmakować przeglądając chociażby zwycięskie produkcje z dorocznego Independent Games Festival. Mówienie o nich jako o “zwykłych casualach” byłoby według mnie grubym nietaktem ;P

Tags:
Author: Xion, posted under Games, Thoughts » 4 comments

Taphoo 1.1

2007-08-17 12:10

Naszła mnie dzisiaj nieodparta ochota, aby opublikować nową wersję jednej z bardziej udanych swoich produkcji – czyli Taphoo. Oczywiście nie oznacza, że potrafię pstryknąć palcami i w ten sposób wyczarować nową edycję gry. Po prostu planowałem to od jakiegoś czasu, lecz chciałem jeszcze dodać trochę więcej etapów i jakieś nowe funkcje.

Ostatecznie skończyło się na 10 nowych poziomach – zatem łącznie jest ich teraz 60. I na pewno nie są już one takie proste jak poprzednie ;] Wystarczy rzucić okiem choćby na ten:

Taphoo - etap 59

Jeżeli jakimś cudem nie jest on dla ciebie odstraszający, to zapraszam do ściągnięcia nowej wersji :) Można ją zainstalować bezpośrednio na starej, w tym samym katalogu.

File: Taphoo  Taphoo (1.8 MiB, 4,425 downloads)

Tags:
Author: Xion, posted under Games, Website » 2 comments

Rozsupływanie grafów

2007-08-11 13:36

Zawsze lubiłem teorię grafów. Niestety, ta sympatia jest w dużym stopniu nieodwzajemniona, gdyż z obejmującej tę teorię matematyki dyskretnej nie miałem zbyt dobrych ocen :) Mimo to chciałbym dzisiaj polecić pewną grę ściśle związaną z tą dziedziną.

Chodzi o Planarity. Polega ona na tym, by ułożyć wierzchołki danego grafu planarnego tak, by żadne jego krawędzie się nie przecinały. Dla małych grafów jest to oczywiście proste, lecz gdy liczba wierzchołków przekracza kilkanaście, na rysunku zaczyna być już gęsto…

Screen z etapu 3 gry Planarity Screen z etapu 5 gry Planarity

Na forum Warsztatu pojawił się wątek z pytaniem o jakiś systematyczny sposób na odpowiednie ułożenie wierzchołków w tej grze. Z faktu, że o tej pory nie znaleziono tam żadnego pewnego rozwiązania wynika, że to całkiem interesująca gra ;)

Tags: ,
Author: Xion, posted under Games » Comments Off on Rozsupływanie grafów

Minesweeper: The Movie

2007-08-08 22:17

Wszyscy znają tę grę. Jedna z najpopularniejszych, najbardziej rozpowszechnionych i najlepszych produkcji w dziejach komputerowej rozgrywki. Mają prawie każdy i praktycznie każdy w nią grał. O jakiej grze mowa? O windowsowym Saperze, naturalnie :)

  

Dlatego wszystkich fanów z pewnością ucieszy fakt, że oto szykuje się ekranizacja tej niezwykłej produkcji. A już teraz można sobie obejrzeć zapowiadający trailer:

Trailer Minesweeper: The Movie

A teraz nieco poważniej… Większość tzw. śmiesznych filmików jest w rzeczywistości mało zabawna, ale trafiają się też perełki. O tym mogę śmiało powiedzieć, że mnie rozbroił :)

Tags:
Author: Xion, posted under Games » 4 comments
 


© 2018 Karol Kuczmarski "Xion". Layout by Urszulka. Powered by WordPress with QuickLaTeX.com.