mi pu facki fi la lojban.

2010-03-11 15:40

Przeglądanie Wikipedii może mieć jeden ciekawy efekt uboczny. Otóż wystarczy kliknąć jeden lub dwa linki “w złym kierunku” i już lądujemy w obszarze wiedzy znajdującym się kilometry od tego, z którego zaczynaliśmy. To ma swoje wady (bardzo, bardzo łatwo jest stracić mnóstwo czasu na niezupełnie pożyteczne lektury – co obrazowo pokazuje jeden z komiksów na xkcd), ale ma i jedną podstawową zaletę: można przy okazji odkryć coś ciekawego.

Znalezisko, na jakie natrafiłem ostatnio, to dość nietypowy język. I bynajmniej nie mam tu wcale na myśli języka programowania; chodzi tu jak najbardziej o język naturalny (chociaż pewnie niektórym to określenie będzie się wydawało nadużyciem…).
Delikwent nazywa się lojban (wym. lożban) i należy do klasy tzw. języków logicznych. Zanim wyjaśnię, co w nim jest takiego nietypowego, wspomnę o tym, czego w nim nie ma. Liczby pojedynczej i mnogiej, odmiany wyrazów, czasów, podziału na rodzaje gramatyczne, jak również interpunkcji i ortografii, a nawet… tradycyjnych części mowy (czasowniki, przymiotniki, itp.) – tego wszystkiego w nim nie ma i nie jest to brak specjalnie zauważalny. Wręcz przeciwnie: lojban ma – przynajmniej częściowo dzięki temu – niezaprzeczalne zalety:

  • jest jednoznaczny pod względem gramatyki, tzn. zawsze można dokładnie powiedzieć, co dana wypowiedź znaczy
  • jest jednoznaczny pod względem sposobu zapisu słów (czyli ortografii), który jest fonetyczny (zgodny z wymową)
  • jest regularny – od jego zasad nie ma żadnych wyjątków

Wszystko to brzmi całkiem obiecująco. Teraz jednak nasuwa się pewnie pytanie: skoro w tym języku tylu rzeczy nie ma, to co tak naprawdę w nim jest?…

Już spieszę z odpowiedzią. Zdania w lojbanie (zwane bridi) wyrażają mianowicie pewne relacje między pojęciami. Związki te nazywamy selbri i mogą one odpowiadać zarówno czasownikom, jak i przymiotnikom czy nawet rzeczownikom (wtedy są to relacje ‘bycia czymś’) z “normalnych” języków. Z kolei argumenty dla tych relacji nazywają się sumti. Mówiąc o lojbanie używa się powszechnie tych, jak i kilku innych terminów.
W tym momencie jest doskonały czas na przykład – a jakim lepszym zdaniem przykładowym można się posłużyć niż tradycyjne “Ala ma kota.”? Proszę bardzo, oto jego odpowiednik w lojbanie:

la alas. ponse le mlatu

Kropka nie oznacza tu końca zdania, ale krótką przerwę w wypowiedzi na końcu nazwy własnej (którą jest bez wątpienia ‘Ala’). Poprzedzające ją ’s’ jest wymogiem gramatyki: wszystkie nazwy (cmene, wym. szmene) w lojbanie muszą kończyć się spółgłoską. ponse, jak nietrudno się domyślić, oznacza “mieć”, tj. relację posiadania czegoś przez coś/kogoś. A le mlatu to “coś, co zwiemy kotem”. Czemu nie po prostu “kot”? Ano dlatego, że pod tym słowem może się kryć wiele różnych osobników, a nam chodzi o pewnego, ale konkretnego kota. To między innymi z takich konstrukcji – na początek niezbyt może intuicyjnych – bierze się jednoznaczność lojbanu.

Oczywiście ponse i mlatu to nie jedyne słowa, mogące służyć jako selbri. Są one tylko dwoma z około 1300 podstawowych wyrazów tego typu (nazywanych gismu), które mogą być łączone na wiele sposobów w celu otrzymywania bardziej złożonych znaczeń. Wspominany kot Ali może być na przykład biały i wtedy możemy go określić jako le blabi mlatu. Tak swoją drogą, jeśli ktoś się zastanawia, skąd właściwie wzięły się te wszystkie słowa, to spieszę z odpowiedzią, iż zostały one wygenerowane algorytmicznie z odpowiednich wyrazów w którychś z sześciu najpopularniejszych językach świata: chińskim, angielskim, hiszpańskim, hinduskim, arabskim i rosyjskim.
Ważną cechą lojbanu jest też to, że selbri mają w nim określoną strukturę związaną z położeniem argumentów. Innymi słowy, to nie przypadek, że w naszym bridi Ala jest pierwsza, a kot drugi; gdyby było odwrotnie, to kot miałby Alę. selbri mogą mieć jednak zarówno mniej, jak i więcej argumentów niż dwa. Chcąc na przykład wysłać naszą Alę na wycieczkę samochodem z Krakowa do Wrocławia, powiedzieliśmy coś w stylu:

la alas. klama la vrotsuav. la krakuf. zo’e le karce

gdzie le karce (wym. le karsze) jest samochodem. klama znaczy “iść/jechać” (jak angielskie go) i ma aż 5 sumti (argumentów), z których każdy ma ściśle określone znaczenie. Jeśli komuś w tej chwili skojarzyło się to z prototypem funkcji w języku programowania, to podpowiem, że skojarzenie jest jak najbardziej słuszne :) lojban ma nawet swojego nulla: zo’e (wym. zohe) oznacza opuszczenie danego sumti, w tym przypadku czwartego. Nie trzeba jednak z niego korzystać; zdanie powyżej da się również powiedzieć i bez “wypełniacza”.

Naturalnie mógłbym kontynuować ten wywód jeszcze bardzo długo – i kto wie, może później to zrobię :) W tym miejscu jednak każdy powinien mieć już jako-takie pojęcie o tym, jak wygląda język lojban – i przy okazji znać już sporą część jego gramatyki. Zachęcam aczkolwiek do przejrzenia poniższych źródeł:

albo przynajmniej zerknięcia na wspomniany na początku artykuł na Wikipedii. Jeśli zaś komuś przez cały czas na końcu języka gnieździ się pytanie “A po co mi to?”, to jako odpowiedź rzucę… oczywiście kolejny komiks z xkcd :) co’o

…co oczywiście znaczy “do widzenia”. A tytuł notki? “Odkryłem lojban”, rzecz jasna :)

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
Tagi: ,
Autor: Xion w Inne » Komentarze (3)

Pakowanie w przestrzenie

2010-03-09 17:05

Jeśli w C++ piszemy jakąś bibliotekę (albo nawet ogólniej: kod wielorazowego użytku), to zgodnie z dobrymi praktykami powinniśmy jej symbole zamknąć przynajmniej w jedną osobną przestrzeń nazw (namespace). Dzięki temu zapobiegniemy zminimalizujemy możliwość kolizji identyfikatorów w kodzie, który z naszego dzieła będzie korzystał - a także potencjalnie z innych bibliotek.
Nie wszystkie z nich jednak mogą być tak ładnie napisane - choćby dlatego, że któraś może być przeznaczona oryginalnie dla języka C. Najbardziej typowy przykład? Windows API. Dołączenie windows.h zasypuje globalną przestrzeń nazw istną lawiną symboli odpowiadających tysiącom funkcji czy typów zadeklarowanych w tym nagłówku. Nie jest to specjalnie dobre.

Jak temu zaradzić? Bardzo prostą, ale nierozwiązującą wszystkich problemów metodą jest stworzenie własnego nagłówka "opakowującego" ten biblioteczny w nową przestrzeń nazw:

#ifndef FOO_H
#define FOO_H

namespace foo
{
    #include <foobar.h>
}

#endif

Założenie jest takie, żeby wynikowego pliku nagłówkowego (foo.h) używać następnie w miejsce oryginalnego (foobar.h). Wtedy wszystkie symbole w nim zadeklarowane znajdą się wewnątrz nowej przestrzeni nazw, foo.

Wszystkie?... Nie! Pakując kod napisany w stylu C bezpośrednio do przestrzeni nazw nie osiągniemy bowiem wszystkich celów, którym namespace'y przyświecają. Owszem, da się co nieco poprawić: jeśli np. wspomniany windows.h zamknęlibyśmy w przestrzeni win, to poniższy kod będzie jak najbardziej działał:

win::HWND hNotepad;
hNotepad = win::FindWindow("Notepad", 0);

podczas gdy wersja bez przedrostków win:: już niezupełnie. Jednak nie jest to całkowity - nomen omen - win, bo z kolei takie wywołanie:

win::ShowWindow (hNotepad, win::SW_MINIMIZE);

skutkuje już niestety failem :) Nasza przestrzeń nie może bowiem zamknąć wszystkiego, gdyż nie podlegają jej dyrektywy preprocesora - a w szczególności #define. Pech polega na tym, że właśnie #define jest w C podstawowym sposobem definiowania stałych, więc użyta wyżej nazwa SW_MINIMIZE jest (w windows.h) określona po prostu jako:

#define SW_MINIMIZE 6

Próba jej kwalifikowania powoduje zatem powstanie nieprawidłowego ciągu win::6 i słuszne narzekania kompilatora.

Nasz pojemnik (na nazwy) jest więc dziurawy i niestety nic z tym nie da się zrobić. Tak to już jest, gdy wciąż trzeba mieć do czynienia z API, które w tym przypadku liczy sobie - bagatelka - ponad 20 lat!

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks

Narzędzia do DirectX

2010-03-06 17:38

Zasadniczą i najważniejszą częścią DirectX SDK są pliki nagłówkowe oraz biblioteki (statyczne i dynamiczne), które pozwalają na pisanie programów korzystających z tego API. Do tego mamy jeszcze niezbędną dokumentację oraz przykładowe aplikacje (samples), pokazujące wykorzystanie poszczególnych jego elementów lub prezentujących implementacje różnych efektów graficznych.
Ale to nie wszystko, co można znaleźć w tym kilkusetmegabajtowym (i ciągle rosnącym) pakiecie. Niemal równie ważne są narzędzia pomocnicze, które można tam znaleźć. Podczas tworzenia aplikacji wykorzystujących zwłaszcza Direct3D umiejętność korzystania z tych programów jest niekiedy prawie tak samo ważna, jak znajomość samego API czy zagadnień z dziedziny grafiki.

Dlatego też postanowiłem pokrótce opisać niektóre z nich, żeby co mniej zaawansowani programiści DirectX mogli przynajmniej dowiedzieć się, że takowe istnieją :) Oto więc rzeczone aplikacje:

  • DirectX Caps Viewer pozwala na podejrzenie możliwości naszego sprzętu, czyli jego capsów (od capabilities) - normalnie zwracanych przez metodę GetDeviceCaps urządzenia - w postaci przejrzystego interfejsu drzewiastego. Dobrze jest rzecz jasna wiedzieć, czego szukamy, ale w większości przypadków programistów grafiki 3D interesować będzie gałąź Direct3D9/10 Devices/<model karty graficznej>/D3D Device Types/HAL/Caps.
  • DirectX Control Panel to, jak sama jego nazwa wskazuje, panel kontrolny całego DirectX-a, którym możemy kontrolować zachowanie poszczególnych jego elementów. Pewnie najbardziej interesującym dla programistów elementem jest "magiczny" suwak Debug Output Level, dzięki któremu możemy regulować ilość komunikatów wysyłanych do debugera przez runtime DirectX, co przy wyższych ustawieniach ułatwia znajdowanie (przyczyn) błędów.
  • DirectX Error Lookup to z kolei małe sprytne narzędzie tłumaczące liczbowe kody błędów funkcji DX (typu HRESULT) na odpowiadające im stałe i komunikaty. To pierwsze potrafi też częściowo zrobić debuger Visual Studio (czujką $err,hr lub $eax,hr), ale mimo to programik ten bywa niekiedy przydatny.
  • DirectX Texture Tool jest natomiast już bardziej skomplikowaną aplikacją. Jej ogólnym przeznaczeniem jest tworzenie i edycja tekstur w dedykowanym dla DirectX formacie .dds. Oczywiście nasze programy mogą korzystać z tekstur w innych formatach graficznych, ale użycie Texture Tool jest niekiedy niezbędne - chociażby wtedy, gdy musimy stworzyć mapy sześcienne (cubemaps).
  • DirectX Viewer to podglądacz - przy jego pomocy możemy obejrzeć w 3D modele zapisane w plikach .x, a także rezultaty uruchomienia efektów (z plików .fx). Napisanie czegoś podobnego nie byłoby trudne, ale dzięki istnieniu Viewera nie musimy tego robić :)
  • Wreszcie, PIX for Windows to zdecydowanie największa aplikacja w tym zestawie. Jej przeznaczeniem jest wszechstronne (także wydajnościowe) debugowanie aplikacji wykorzystujących Direct3D. Na jej temat można by napisać sporo, więc całkiem możliwe, że nie omieszkam tego zrobić w przyszłości :)

Niektóre z tych narzędzi są na tyle użyteczne, że warto zrobić sobie do nich skróty w łatwo dostępnych miejscach (dotyczy to chociażby Control Panelu). Wszystkie zaś możemy znaleźć wśród linków tworzonych w menu Start przez instalator SDK, w podkatalogu DirectX Utilities.

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks

AI na Warsztacie

2010-02-28 12:03

O niezadowalającym poziomie forum Warsztatu słyszałem już wielokrotnie. Że pytania dotyczą głównie podstaw programowania, że wiele z nich to mniej lub bardziej zakamuflowane "No i co tu jest źle?", że odpowiedzi na większość z nich znajdują się na drugim końcu wyszukiwarki - i tym podobne. A jeśli już jakiś wątek nie podpada pod którąś z tych kategorii, to albo jest kolejnym "genialnym" pomysłem na grę, albo off-topikiem, albo w najlepszym razie dotyczy jakiegoś zagadnienia z zakresu programowania grafiki.

Pewnie coś w tym jest. Jednak ostatnio ku mojemu zaskoczeniu (i pełnej aprobacie) pojawiło się też kilka dyskusji na tematy związane ze sztuczną inteligencją. Niby taki dział też jest, ale jakoś dotąd nie zauważyłem, by był zanadto aktywny.
A tu proszę: kilka ciekawych wątków w ciągu paru dni. Może to nic wielkiego i może niespecjalnie nawet jest tu o czym pisać, bo ich tematyka jest dość ograniczona (głównie sieci neuronowe), a dziedzina raczej akademicka i pewnie nawet niekoniecznie związana z gamedevem. Ale...

Ale myślę, że jednak warto o tym wspomnieć :) Przede wszystkim po to, by nikt nie zapomniał, że gry to nie tylko ładna grafika i że w dzisiejszych czasach powinny one być choć trochę - z braku lepszego słowa - 'inteligentne'.
A poza tym miałem też ochotę zwrócić uwagę na istnienie tego właśnie działu forum Warsztatu - więc niniejszym właśnie to czynię :]

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks

Szpieg++

2010-02-26 16:41

Pakiet Visual Studio to nie tylko samo środowisko programistyczne (IDE), ale i kilka mniejszych narzędzi. Większość z nich dotyczy albo programowania na platformy mobilne, albo .NET, ale jest przynajmniej jedno, które może okazać się przydatne dla każdego programisty Windows. Chodzi o program Spy++ (spyxx.exe).

Co ta aplikacja potrafi? Otóż pozwala ona na podgląd różnych obiektów w systemie, tj. okien, wątków i procesów wraz z ich właściwościami (jak na przykład wartości uchwytów czy ilość zaalokowanych bajtów). Na pierwszy rzut oka może nie wydawać się to jakoś wybitnie zachwycające, jako że zwykły Menedżer zadań potrafi (prawie) to samo, z dokładnością do mniejszej liczby szczegółów.
Wyróżniającym i znacznie przydatniejszym feature'em Spy++ jest bowiem co innego. Umożliwia on mianowicie podglądanie, filtrowanie i logowanie wszystkich lub wybranych komunikatów Windows (WM_PAINT, WM_LBUTTONDOWN, itd.) dochodzących do wskazanego okna lub grupy okien, wraz z ich parametrami (wParam, lParam) oraz wartościami zwróconymi przez okno w odpowiedzi na nie.

Działa to przy tym prosto i intuicyjnie. Najpierw wybieramy sobie okno do podglądania (Spy > Log Messages lub Spy > Find Window), co możemy zrobić przy pomocy przeciągnięcia celownika myszą w jego obszar. Potem możemy określić, jakiego rodzaju komunikaty potrzebujemy przechwytywać oraz jakie informacje chcemy z nich wyciągnąć. Wynikiem będzie log mniej więcej takiej postaci:

<00694> 0002009C P WM_MOUSEMOVE fwKeys:0000 xPos:51 yPos:259
<00695> 0002009C P WM_MOUSELEAVE
<00696> 0002009C P WM_PAINT hdc:00000000
<00697> 0002009C P WM_TIMER wTimerID:5 tmprc:00000000
<00698> 0002009C P WM_TIMER wTimerID:2 tmprc:00000000

która to, jak sądzę, powinna być zrozumiała dla każdego średnio zaawansowanego programisty Windows :]

Po co nam jednak coś takiego?... Ano odpowiedź jest prosta: do debugowania :) Można oczywiście podchodzić do tego w "tradycyjny" sposób przy pomocy pracy krokowej tudzież breakpointów, ale często ogranicza nas tutaj swego rodzaju zasada nieoznaczoności, gdy samo debugowanie zmienia działanie programu - chociażby ze względu na ciągłe przełączenia między nim a IDE. To oczywiście znacznie utrudnia wykrycie i poprawienie usterek.
Jak nietrudno się domyślić, istnieją też inne programy oferujące podobną funkcjonalność co Spy++, jak np. Winspector. Z Visual Studio otrzymujemy jednak dobre narzędzie out-of-the-box, więc czegóż można by chcieć więcej? ;]

Hmm... pewnie tego, by dowiedzieć się mniej więcej, jak ono działa. O tym można przeczytać na blogu jego autora.

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks

Chilijskie łososie mają anemię

2010-02-21 15:00

Źródło: Glenn Oliver/Visuals Unlimited/Getty Images

Tak, to stuprocentowa prawda - większość tych ryb w hodowlach w Chile jest dotknięta tą chorobą. Efektem tego będzie na pewno wzrost cen łososia również w sklepach.
No dobrze, ale co z tego - a dokładniej, czemu o tym piszę tutaj (bo fakt, że lubię dania z tych ryb pewnie nie jest wystarczającym uzasadnieniem ;])?... Otóż tytuł tej notki to doskonały przykład informacji, która jest prawdziwa, dokładna, a jednocześnie całkiem nieprzydatna i wywołująca tylko zdziwienie u odbiorcy.

To zupełnie tak, jak z niektórymi... komunikatami o błędach, produkowanymi przez kompilator C++ pracujący w ramach Visual Studio. Z punktu widzenia analizy kodu przez tenże kompilator mają one sens, jednak dla czytającego je programisty często mówią tyle co nic.
Z czasem aczkolwiek można nabrać wprawy i zacząć domyślać się, co tak naprawdę kompilator "miał na myśli", produkując tę czy inną wiadomość o błędzie. To jednak wciąż wybitnie niepraktyczne i dlatego postaram się dzisiaj pomóc w tej kwestii, wyjaśniając prawdziwe znaczenie niektórych komunikatów wypluwanych przez Visual C++:

  • error C2146: syntax error : missing ';'. Czasami powodem tego błędu jest faktycznie brak średnika (np. na końcu definicji klasy). Często jednak pojawia się w - na oko - poprawnych deklaracjach zmiennych. Wtedy przyczyną jest nieznajomość typu tej zmiennej, więc pośrednio jest to brak dołączonego nagłówka, literówka w deklaracji tego typu, itp.
  • error C2181: illegal else without matching if. Pozornie "luźny" else to często efekt postawienia o jednego średnika za dużo - mianowicie średnika po bloku if. Jeśli używamy makr do zastępowania powtarzających się fragmentów kodu, to może tu chodzić o niepoprawne zdefiniowanie takiego makra.
  • error C2301: left of '->foo' must point to class/struct/union. Ten i podobne błędy: C2302, C2510 oznaczają tyle, że kompilator nie rozpoznaje nazwy stojącej przed operatorem wyłuskania ->, . (kropką) lub ::. Niekoniecznie musi to znaczyć, że została ona źle zadeklarowana (i nie jest klasą/strukturą/unią) - najczęściej po prostu nie została zadeklarowana w ogóle.
  • error C2360: initialization of 'foo' is skipped by 'case' label. Ten komunikat (oraz analogiczny C2361) jest spowodowany brakiem nawiasów klamrowych otaczających bardziej skomplikowane kawałki kodu zawarte w poszczególnych przypadkach instrukcji switch (takie, które zawierają deklaracje nowych zmiennych). Bardzo podobny błąd dotyczy też używania etykiet i instrukcji goto, które, jak wiadomo, są złem potwornym (w tym przypadku żartuję oczywiście).
  • error C2440: 'conversion' : cannot convert from 'Foo' to 'Bar'. Jeśli któryś z występujących w komunikacie (lub podobnym C2446) typów nie jest typem wbudowanym, to najpewniej brak tutaj dołączenia jakiegoś nagłówka, który daną konwersję by definiował. Inna możliwa przyczyna to przypuszczenie, że kompilator będzie na tyle sprytny i zastosuje dwie konwersje przez jakiś typ pośredni; niestety tak nie jest - naraz może być stosowana tylko jedna niejawna konwersja zdefiniowana przez programistę.
  • error C2512: 'Foo' : no appropriate default constructor available. Błąd ten może naprawdę zbić z tropu, o ile nie wiemy dokładnie, co jest jego przyczyną. Żeby się objawił, nie potrzeba tworzyć żadnych obiektów - wystarczy odziedziczyć po klasie, która nie ma domyślnego konstruktora. W takiej sytuacji musimy w każdym konstruktorze klasy potomnej zapewnić wywołanie konstruktora klasy bazowej (na liście inicjalizacyjnej) - albo po prostu dodać ten brakujący konstruktor domyślny w klasie bazowej.
  • error C2621: member 'Foo::Bar' of union 'Foo' has copy constructor. Typowym scenariuszem objawienia się tego błędu jest próba stworzenia unii zawierającej pole typu (w)string. Nie jest to możliwe - ze względu na obecność konstruktora kopiującego - i choć teoretycznie możliwe jest obejście tego faktu, stosowanie go jest bardzo, bardzo złym pomysłem. Lepiej po prostu przymknąć oko na "marnotrawstwo pamięci" i zmienić unię w strukturę.

Nie jest oczywiście możliwe wyliczenie wszystkich okoliczności, w których może objawić się każdy możliwy błąd. Powyższa lista jest więc trochę subiektywna w tym sensie, że zawiera tylko te pozycje, które przytrafiły mi się osobiście podczas kodowania. Bardziej doświadczeni programiści pewnie mogliby ją znacznie poszerzyć.

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks

using w C#

2010-02-15 17:01

W C++ nie ma mechanizmu typu garbage collector, więc jedyne automatyczne zwalnianie obiektów, jakie w tym języku występuje, dotyczy tych lokalnych - tworzonych na stosie. Dlatego wszelkiego typu pomocnicze obiekty (np. uchwyty do zewnętrznych zasobów, jak pliki) deklaruje się tu zwykle jako właśnie zmienne lokalne.
W innych językach z kolei - dokładniej: w tych, w których GC występuje - praktycznie wszystkie obiekty są tworzone na stercie i zarządzane przez odśmiecacz pamięci. Nie musimy więc martwić się o to, jak i kiedy zostaną one zwolnione.

Ta zaleta staje się jednak wadą w sytuacji, gdy chcielibyśmy jednak móc swoje obiekty niszczyć samodzielnie. Jeśli na przykład mamy do czynienia ze wspominanym już uchwytem do zewnętrznego zasobu, to pewnie życzylibyśmy sobie, by został on zamknięty jednak nieco wcześniej niż na końcu działania programu (w niezbyt dużych aplikacjach zazwyczaj dopiero wtedy włącza się garbage collector). Inaczej będziemy niepotrzebnie zjadać zasoby systemowe.
W C# najlepszym sposobem na ograniczenie czasu życia obiektu jest instrukcja using (w tym kontekście to słowo kluczowe nie znaczy wcale użycia przestrzeni nazw!). Podajemy jej po prostu obiekt, którego chcemy użyć wewnątrz bloku; w zamian mamy zapewnione, że związane z nim zasoby zostaną zwolnione po wyjściu z tego bloku. Prosty przykład wygląda choćby tak:

// otwarcie pliku do zapisu i zapisanie tekstu
using (TextWriter tw = new StreamWriter("file.txt"))
{
    tw.Write ("qwertyuiop");
}
// tutaj plik jest już zamknięty

Czemu jednak samodzielnie nie wywołać tego Close czy innej podobnej metody, która służy do zwolnienia zasobu?... Ano choćby dlatego, że istnieje coś takiego jak wyjątki. O ile powoływanie się na ten fakt w C++ bywa zwykle nadmiarem ostrożności, o tyle w .NET wyjątki latają praktycznie stale i mogą być rzucane przez właściwie każdą instrukcję. Nie można więc pomijać możliwości ich wystąpienia i liczyć na to, że mimo niedbałego kodowania wyciek zasobów jakimś cudem nigdy nam się nie trafi.
Może więc lepiej użyć zwykłego bloku try-finally? Zasadniczo using jest mu równoważny, a ponadto ma jeszcze dodatkowe zalety: automatycznie sprawdza istnienie obiektu przez jego zwolnieniem i ogranicza zasięg zmiennej przechowującej do niego referencję (jeśli deklarujemy ją tak, jak powyżej). Ponadto pozwala też nie wnikać w to, jaką metodę - Close, Disconnect, Release, End, ... - trzeba by wywołać na koniec w bloku finally. Jako że wymagane jest, by obiekt w using implementował interfejs IDisposable, będzie to zawsze metoda Dispose, która zawsze posprząta i pozamyka wszystko co trzeba.

  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Reddit
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
 



© 2010 Karol Kuczmarski "Xion". Layout by Urszulka. Powered by WordPress with QuickLaTeX.com.